wtorek, 3 kwietnia 2012

Ilu języków można się uczyć jednocześnie?

Jak już kiedyś pisałam, bardzo lubię oglądać liczby. Wszelkie statystyki i fora, na których ludzie operują cyferkami, motywują mnie, mobilizują, i jak czytam na przykład, że ktoś zna 5 języków, to natychmiast sama rzucam się w książki, by też poznać te pięć języków.

W tym moim rzucaniu się w książki leżą jednak dwa problemy:

• po pierwsze, zawsze bezpodstawnie zakładam, że ten ktoś zna owe 5 języków perfekcyjnie – a przecież często określenie znam oznacza po prostu ‘trochę mówię, trochę czytam, czasem coś wyskrobię dłutem w ławce’ – we mnie zaś odzywa się jakiś zmysł perfekcjonistki, która zakłada, że dopiero jeśli przerobię 10 podręczników, przeczytam 12 książek i zrozumiem cały serial, wówczas będę mogła być z siebie zadowolona (prowadzi to do tego, że albo się szybko zniechęcam, albo zastanawiam nad sobą, i w końcu zamiast się uczyć, czytam o tym, jak się uczyć);

• po drugie jest kilka języków, których się uczę na bieżąco – w mniejszym lub większym stopniu – ostatnio na przykład zaniedbuję resztę, czytając dużo po niemiecku i odświeżając rosyjski. Zawsze jednak dochodzi do znudzenia jakimś, który odstawiam na jakiś czas, a zaczynam się fascynować innym, dotąd nieznanym – teraz przyszedł czas na hebrajski. Wiem, że moja fascynacja pewnie szybko się skończy, ponieważ język ten (czy inny) raczej do niczego nie będzie mi potrzebny (chyba że do odczytywania znaczeń słów wypisanych na tablicach wrytych w synagogi albo na grobach z cmentarzy żydowskich /choć to swoją drogą ciekawe), ale brnę w to, żeby poznać nowy alfabet, nowe brzmienie, nową strukturę, i spróbować wymówić poprawnie kilka słów. I tak, przeczytałam, że ktoś zna 5 języków, a ja zamiast doszkalać swoje, rzucam się w materiały do nowego, z którego i tak nic nie wyniknie. Ale przynajmniej cieszę się przy tym jak dziecko:D.

W każdym razie nigdy nie potrafiłam się uczyć więcej niż trzech (ew. czterech) języków jednocześnie, choćby tak, żeby na przełomie dwóch dni zajrzeć do każdego z nich przynajmniej raz. Zawsze mi przeszkadzały inne obowiązki, inne pasje, inne tymczasowe fascynacje. A przecież przeczytałam wiele mniej lub bardziej wiarygodnych historii o ludziach, którzy dobrze władali kilkunastoma; także część moich znajomych, jak i wielu blogowiczów z naszej społeczności może się pochwalić nieustanną chęcią szlifowania kilku języków, z których część zna już w stopniu zaawansowanym; ostatnio też zaimponował mi pewien dwudziestojednoletni student, który zna jedenaście języków, a którego umiejętności można ocenić na stronie: http://www.bbc.co.uk/news/uk-17107435 . Jak im wszystkim udaje się to osiągnąć? I ilu języków musieli się uczyć jednocześnie, żeby osiągnąć taki efekt?

Wiadomo, że najlepiej uczyć się języków, które są nam potrzebne/sprawiają nam przyjemność. Ale tak czysto hipotetycznie, dla moich własnych statystyk i uporządkowania wszystkiego, wypiszę sobie, co następuje: liczbę na bieżąco przyswajanych języków determinują:
- nasze potrzeby;
- zapał do nauki i samodyscyplina;
- sposoby uczenia się;
- ilość czasu, którym dysponujemy (choć, jako do-niedawna-studentka, wiem, że ilość czasu można znacznie nagiąć w czasie sesji i pod presją);
- dostępność (ciekawych) materiałów;
- presja otoczenia;
- język, którego się uczymy (nawet jeśli nie ma języków łatwych czy trudnych, to wierzę, ze jednak łatwiej nauczyć się nam rosyjskiego niż chińskiego);
- rodzaj języków, których się razem uczymy (bo niektórzy może łatwiej przyswajają na raz języki z tej samej grupy językowej, a inni – z odmiennej).

Jakiś czas temu w dodatku dostałam wiadomość od pewnego Marcina, który dowodzi, co następuje:

„Po tylu latach nauki (i leniuchowania niestety) stwierdziłem, że najlepszym sposobem jest nauka tylko jednego języka na raz. Jeśli uczyłaś się również innych języków, to należy je TYLKO powtarzać, ale w żadnym wypadku nie brać nowych lekcji. Dlaczego? Bo tylko intensywna nauka i skupienie na jednym języku daje najlepsze efekty. Nie rozpraszasz się. Moim zdaniem (z doświadczenia) najważniejszy jest angielski. I myślę, że poziom B1 to minimum, które należy opanować, by uczyć się kolejnego języka. Kolejny język też oczywiście do poziomu min B1. W nauce języków bardzo ważne są powtórki. Mam opracowany własny system (po kilku latach). Dlatego jeśli uczysz się angielskiego, to inne języki tylko powtarzasz. I ważne: najpierw zawsze powtórki, później nowe lekcje. Nawet jeśli miałoby nie starczyć czasu na nowy materiał, zaczynamy zawsze od powtórek”.

Ma dużo racji, a z drugiej strony my, blogowicze, jesteśmy zaprzeczeniem tej tezy. Liceum, gdzie się uczy min. dwóch języków na raz jest jej zaprzeczeniem. A przecież coś w tym jest. Ponadto sama powtórek bardzo nie lubię, bo wciąż mnie ciągnie do coraz to nowszego materiału, ale bez nich nie nauczę się niczego trwale (chyba że zacznę czytać książki, gdzie te powtórki same mi się nienachalnie narzucą).


Więc jak to jest? Tak się zastanawiam i zastanawiam, i czytam opinie w Internecie:

‘Naucz się jednego, ale dobrze, a nie łapiesz kilka na raz’.
‘Nie chcę się wdawać w zbyt ostrą polemikę ani tym bardziej oceniać, ale uczenie się kilku języków na raz jest bez sensu, moim zdaniem. Najbardziej efektywną formą nauki języków jest tzw. total immersion (zanurzenie w języku). A jak tu sie zanurzyć dobrze w jednym języku ucząc sie zarazem 4?’
‘Jak chcesz się uczyć kilku języków na raz - spoko, ale na każdy z nich codziennie musi Ci wystarczyć czasu. Inaczej mimo wysiłków zaczniesz się wręcz cofać’.
‘Liczy się czas, którym się dysponuje i samozaangażowanie; jak jest chętny do nauki, ma czas i ma silną wolę, to może się uczyć kilku języków’.
‘Pomyśl, ile czasu spędzasz w Internecie i zadaj sobie jeszcze raz pytanie, [ilu języków możesz się w tym czasie nauczyć]’

I dochodzę do wniosku, że zamiast się zastanawiać, czas się wziąć za naukę. Cobym za jakiś czas w jakiejś ankiecie mogła bez wyrzutów sumienia zaznaczyć liczbę bliską dwucyfrowej, i czuć się wreszcie choć trochę w swej cyferkowo-językowej pasji spełniona:).

Btw. Własny blog to naprawdę motywujące stworzenie:).

75 komentarzy:

  1. Oj tak, znam ten problem z autopsji. Bardzo ciężko jest sie uczyć kilku języków na raz. I masz dużo racji, jeden, a porządnie, a potem reszta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba mieć naprawdę dużo motywacji i samozaparcia, żeby samodzielnie się porządnie uczyć chociaż jednego języka, nie mówiąc o większej ich liczbie. Nie jest to łatwe, ale cóż - w końcu i tak nam się to jakoś udaje:). Szkoda tylko, że czasami nie da się wszystkiego ze sobą połączyć.

      [Jednak się odnalazł Twój komentarz - wylądował w spamie, nie wiem czemu. Oczywiście od razu to zmieniłam:)]

      Usuń
    2. Mowie juz plynnie 3-ema jezykami obcymi: angielskim, francuskim i norweskim - pochodza z odrebnych grup jezykowych, dodatkowo komunkiatywnie posluguje sie szwedzkim (b.podobny do norweskiego), rosyjskim (dosyc podobny do polskiego) i hiszpanskim (z tej samej rodziny co francuski), mam tez pewne podstawy niemieckiego... Coz najwazniejsza jest systematycznosc i chociaz tez czesto leniwie trace czas to krok po kroczku zmierzam do celu... Oczywiscie, ze mozna (a nawet powinno) sie uczyc kilku jezykow na raz np. jesli pochdza one z tej samej grupy jezykowej. Z powodzenie moza uczyc sie hiszpanskiego, wloskiego, laciny, rumunskiego i francuskiego na raz - tzn. na tej samej lekcji uczac sie calymi zdaniami. Jak to samo zdanie jest kolejno w tych wszystkich jezykach, ktore sa do siebie dosyc podobne...

      Usuń
  2. Znam całe masy takich "poliglotów" co to tysiace jezyków sie uczyć chcieli, jakie to on nie wymyślali motywacje, jakich to jezyków nie wymieniali - malajski, hebrajski, tok-pisin, malajalam,pendzabski, ukraiński,turecki, elamicki itd - i zwykle sie kończyło na tym że nic wiecej poza chwilowa fascynacją nie osiągneli.
    A na pytanie ile lat ja sie uczyłem arabskiego i kiedy mówie że juz bedzie 17 rok , opadała im szczeka , bo jak to tyle czasu meczyc jeden jezyk ??
    I dlatego nei wierze ze ktos kto nei ma okreslonego celu i motywacji tylko skacze po jezykach dla zabawy jakiegokolwiek sie nauczy.
    Można w cuda wierzyć ale nie wolno na nie liczyć.
    Mahu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Mahu,

      sama chciałabym nauczyć się tysiąca języków:), ale wiem, że to niemożliwe. Swoje przejściowe fascynacje traktuję po prostu jako miłe spędzanie czasu i jestem świadoma, że to tylko tymczasowy kaprys. Zdaję sobie sprawę - dlatego tymbardziej Cię podziwiam - że dobra znajomość języka wymaga ciągłej pracy.

      Jestem ciekawa natomiast, ile (i jakie) języków sam znasz - w poście poniżej piszesz jeszcze o hebrajskim (niby też język semicki, ale przecież inny!), arabskiego nie nauczyłeś się raczej bez znajomości angielskiego/francuskiego (a może się mylę?), więc Ty również musisz się uczyć iluś języków jednocześnie! [niestety nie pamietam, czy pisałeś kiedyś o tym na blogu Karola]

      Usuń
    2. Napisze w jednym poscie zeby nie rozwlekac i nie robić Ci bałaganu hehe.

      Pisywałem na blogu Karola dośc dawno temu, nawet pojawił sie tam artukuł o arabskim mojego autorstwa.

      Heh co do uczenia sie kilku na raz, to oczywiscie nie jestem temu przeciwny, bo sam też tak robiłem, ale to nie było skakanie, jak brałem sie za jezyk to włączałem go do mojego stałego programu nauki i starałem sie znajdywac czas - i tak jest do dziś.
      Oczywiscie były jezyki które zostały na poziomie rozmówek turystycznych i tyle bo wiecej nie chciało mi sie lub ze wzgledu na brak źródeł nie mogłem z nich "wycisnąć", natomiast nie zostały przeze mnie porzucone całkowiecie - raz na miesiac próbuje sobie cos tam z nich odświeżyć.
      Moim zdaniem zbytnie niezdecydowanie po prostu moze demotywować, bo osoba taka nigdy nei wexmie sie do nauki bo bedzie ja zawsze ciagneło zeby spróbowac a to tego jezyka a to innego.

      Co do tego ile znam jezyków:
      -polski (dobrze)
      -arabski MSA (dobrze)
      -arabski khaliji/shami (dobrze)
      -hebrajski (dośc dobrze)
      -hindi MSH ( komunikatywnie)
      -angielski (komunikatywnie)
      -perski (słabo)
      -bengalski/tamilski/marathi (absolutne podstawy)

      Ale tak jak pisałem wszystko pod angielskim to już jest strefa niemal martwa i nie ma co tego wliczac jako znajomosci jezyka.


      Co do tego chłopaka to też może być tak że po prostu hebrajski zna słabiej niż resztę i tyle, a wymowa cóż, nie z każdego jezyka bedzie mógł miec perfekcyjny akcent. Ale czułem sie w obowiazku zeby sprowadzić na ziemie "jego hebrajski" bo jesli ma ktoś miec kompleksy przez ten jego pokaz to neislusznie.
      Podobnie mało powiedziął po katalońsku - bodajże jedno zdanie, możliwe zę też nie włąda nim tak świetnie :D

      Co do programu "Language Master" - bo zapomniałem wyjasnić, był to program radiowy, jakby co.
      Pozdrawiam
      Mahu

      Usuń
    3. Pamiętałam Cię właśnie z bloga Karola, z komentarzy i z tego artykułu o arabskim:)

      Jeśli chodzi o kwestię demotywacji - to sądzę, że jeśli ktoś niektóre języki na stałe wplótł w swoje codzienne życie, a oprócz tego skacze sobie po innych, to nie zostanie zdemotywowany. Straci natomiast czas, który mógłby spożytkować na coś innego.

      Dlatego wiem też, że to moje skakanie po innych językach niż główne jest złe - ale sprawia mi przyjemność i nie wpływa lub wpływa w minimalnym stopniu na naukę innych - więc suma sumarum wychodzę pewnie na zero, za to z satysfakcją ze zrobienia czegoś dla siebie i z wyrzutami sumienia, że mogłam zrobić coś innego. Dlatego może faktycznie powinnam postarać się z tym walczyć. Zatem chwilowo pozazdroszczę Ci samozaparcia, i popracuję nad swoim.

      Pozdrawiam:)

      Usuń
  3. A co do filmiku z kolejnym "Ziadem Fazahem" to jak juz powtarzałem wielokrotnie, takie rzczy jak filmik na you tube i przygotowane pare zdań to nic wielkiego - był swego czasu taki program w jednym z programów kanadyjskim "Language Master" ( program polegał na zadawniu pytań z przeróznych dziedzin, rozmowy slangiem z róznych subklutur, tłumaczenia instrukcji np. pralki, opisywania zjawisko pogodowych,rozumienia notatek na tematy militarne, naukowe, zadania z matematyki, próba na bieżaco wcielenia sie w komentatora meczowego itd. ) testowano tam wielu poliglotów - może jakies 5% z nich dało rade i udowodniło ze znaja jezyk.
    Reszta to ludzie którzy za bardzo uwierzyli w siebie i kompromitowali sie na całej linii mimo szumnych zapowiedzi ileż to oni nie umieją z danych jezyków.
    Takze prosze brac takich , z przymrózeniem oka.
    pozdrawiam
    Mahu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwykle nie biorę na poważnie, ale sądziłam, że skoro został wybrany w 'national competition', to ktoś go obiektywnie ocenił (pisząc o jego hebrajskim, sprawiłeś, że się nim trochę rozczarowałam - chyba faktycznie powinnam być bardziej sceptyczna w stosunku do takich sensacji). Sama zresztą byłam pod wrażeniem jego niemieckiego - nie dlatego, że to, co mówił, było skomplikowane, ale dlatego, że wiem, jakie Brytyjczycy mają problemy z wymową tego języka, a on jest nie tylko zrozumiały, ale i całkiem ładnie mówi.

      Swoją drogą, chętnie poszukam tego programu 'Language Master', i obejrzę:).

      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  4. Jeszcze jedna sprawa na koniec
    Nie znam wiekszosci jezyków którymi sie posługuje gosc na tym filmiku, ale po krótkim przesłuchaniu moge powiedzeić że po hebrajsku wypowiada sie bardzo topornie i myli słowa , a napisy nie bardzo maja sie do tego co mówi.
    Polecałbym znaleźć kogos kto moze ocenić jego wypowiedzi w 10 pozostałych jezykach i wtedy zobaczysz czy z niego faktycznie taki as.
    Mahu

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawą kwestię poruszyłaś. Wydaje mi się, że kwestia znajomości języków obcych przez rozmaitych poliglotów jest często wyolbrzymiana, ale nie tylko przez nich samych, ale także przez odbiorców, którzy wierzą w to, że ci pierwsi potrafią tymi wszystkimi językami posługiwać się tak samo jak swoim ojczystym. Nie zdziwiłbym się, gdyby przykładowo niektórzy Twoi czytelnicy stwierdzili, że mówisz po rosyjsku/niemiecku jak mieszkaniec Moskwy/Berlina, a ja po serbsku jak ktoś z Belgradu. Prawda jest taka, że im więcej się umie, tym więcej uświadamia się sobie ile brakuje do perfekcji i moim zdaniem różnica pomiędzy skuteczną nauką języków a nieskuteczną polega na tym, iż ktoś kto traktuje to poważnie nigdy nie traci kontaktu z językami, których już się wcześniej nauczył - i to nie do poziomu B1, lecz przynajmniej C1 (tymi poziomami rzucam oczywiście czysto przykładowo, jako iż sam jestem przeciwnikiem takiej klasyfikacji).

    Jaka liczba języków jednocześnie jest osiągalna? To zależy. Ucząc się od zera nie polecałbym większej liczby niż 2. Natomiast, przynajmniej w moim przypadku, nie ma większego problemu z codziennym kontaktem z czterema językami, kiedy te już się w miarę opanuje. Kluczem jest po prostu dopasowanie języków do Twojego życia - nie wyobrażam sobie rozwijania moich zainteresowań (przede wszystkim tych pozajęzykowych) bez znajomości moich języków.

    Co do filmu z BBC - nie mam specjalnie zastrzeżeń do niemieckiego czy rosyjskiego używanego przez owego brytyjskiego studenta. Gdybym miał, więcej miałoby to wspólnego z czepialstwem niż faktyczną krytyką (bo cóż zmienia to, że ów student nie potrafi wymówić rosyjskiego "ть"). Inna sprawa, że naprawdę nie jest wielkim problemem zmontować taki film - podobne rzeczy mógłbym po kilku minutach przygotowania opowiedzieć chociażby po macedońsku bądź ukraińsku, ale czy to oznaczałoby, że te języki znam? Niekoniecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę się tylko z Tobą tylko zgodzić - winą za wyolbrzymianie umiejętności językowych można obarczyć obie strony - czyli nie tylko samych uczących sie, ale i odbiorców przekazu. Winę za to chyba lekka nieprecyzyjność języka lub nasza nadinterpretacja - gdy ktoś mówi: 'znam, umiem, uczę się 10 lat', ma się wrażenie, że faktycznie jest to znajomość/umiejętność doskonała, a dziesięcioletnia nauka w naszym rozumieniu musi oznaczać naukę przynoszącą efekty.

      Natomiast nie do końca przekonuje mnie stwierdzenie, że jeśli ktoś traktuje poważnie naukę jakiegoś języka, to jej nie przerywa - uważam, że jeśli czasem dojdzie do 'zmęczenia materiałem', trzeba przerwać, by powrócić do tego języka za jakiś czas ze wzmożonym zapałem (chyba zresztą o tym kiedyś pisałam:)). Ale być świadomym, że czasami powrót okazuje się za trudny.

      Co do flmiku - tak jak napisałam to Mahu - uwierzyłam w wiarygodność zewnętrznego konkursu i pokazania filmiku na stronie BBC. Ale wygląda na to - Mahu podważył tę wiarygodność- że powinnam stać się jeszcze mniej łatwowierna;)

      Usuń
    2. Btw. dodam coś, o czym pomyślałam, czytając Twojego posta:
      'jak to?! nie mówi jak mieszkaniec Belgradu?! to nie może być prawda!':)

      Pozdrawiam ciepło!:)

      Usuń
    3. Jeśli pozwolicie, to się wtrącę na temat "mówienia jak mieszkaniec Moskwy". Większość Rosjan nie mówi jak mieszkańcy Moskwy, i dobrze - dlatego że wymowa moskiewska jest dość specyficzna i nie koniecznie przez wszystkich lubiana... Przecież nie powiedziałbyś "mówić po ukraińsku jak mieszkaniec Kijowa" :)

      Usuń
    4. Oczywiście trudno mi się z Tobą nie zgodzić. Znacznie ważniejsza w tym miejscu była jednak sama przenośnia niż językoznawcza dokładność.

      Usuń
    5. Svetophil: prawda, prawda. Ale gdy się uczy jakiegoś języka, zwykle równa się do jakiegoś standardu, który w przypadku języka rosyjskiego często jest standardem moskiewskim. Niemniej sama byłabym szczęśliwa, gdybym mówiła jak przeciętny Rosjanin skądkolwiek:)

      Pozdrawiam!:)

      Usuń
  6. Zgodnie ze starym powiedzeniem: nie łapie się kilku srok za ogon ;)

    Zgadzam się z opinią, że najlepiej jest się zanurzyć w jednym języku i nauczyć się go do odpowiednio wysokiego poziomu. Jako przykład podam znanego irlandzkiego poliglotę Benny'ego Lewis'a, który uczy się każdego języka po 3 (słownie: trzy) miesiące i wychodzi mu to naprawdę nieźle. Sam jako główną metodę nauki podaje, że przede wszystkim rozmawia z innymi ludźmi. Jego blog o jego przygodach związanych z tak szybką nauką można znaleźć tutaj: http://www.fluentin3months.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm... Benny Lewis akurat nie jest tu chyba najlepszym przykładem, bo trudno mi uznać za efektywną nauką, coś co z założenia jest po 3 miesiącach rzucane. Cała zabawa w języki obce polega bowiem na tym, by raz zdobytą wiedzę utrzymać przez dłuższy czas. Tymczasem pan "płynny w 3 miesiące" jakkolwiek jest bardzo skuteczny marketingowo, w rzeczywistości ogranicza swój poziom do rozmówek nt. pogody. Wątpię czy byłby w stanie pracować z chińskim, czeskim czy węgierskim, którymi się rzekomo nauczył płynnie władać.

      Usuń
    2. O Bennym Lewisie czytałam w sumie tylko kiedyś na blogu Karola - ale w sumie pooglądam z ciekawości, jak mu to mówienie wychodzi:).

      W każdym razie po tych wszystkich komentarzach dochodzę do wniosku, że chyba faktycznie najlepiej skupić się na wybranym języku aż do czasu, kiedy się osiągnie jego dość dobry poziom, i dopiero wtedy zabrać się za inne. Chyba że, oczywiście, więcej języków jest nam naprawdę potrzebnych.

      Usuń
  7. Podziwiam każdego, kto jest w stanie uczyć się więcej niż dwóch językow jednocześnie. U mnie połączenie angielskiego, hiszpańskiego, pracy, szkoły, a do tego życia towarzyskiego jakos idzie, ale gdy próbowałam do tego na poważniej dołożyć francuski, 26 godzin w mojej dobie to i tak byłoby za mało :) Może po maturze dołożę tak piękny, fantastyczny i intrygujący francuski, ale trzeba wyznaczać sobie pewne priorytety :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba trzeba:) To języki mają służyć nam, a nie my językom:). Powodzenia więc na maturze, cobyś potem spokojnie mogła zabrać się za urzekający francuski:)

      Usuń
    2. podziwiam Cie Aruenna, że masz taki zapał do języków. Ja jestem chyba strasznym językowym tępakiem, bo przez 15 lak nauki na różnych szczeblach edukacji nie potrafiłem się nauczyć żadnego. A było ich 3.

      Usuń
  8. A według mnie takie "łapanie" kilku srok za ogon jest czymś wykonalnym. Warunek - zdrowy rozsądek i sporo motywacji. Jakby nie patrzeć, mało kto uczy się tylko jednego języka obcego. Najczęściej są to osoby, których, jak to się mówi, poliglotami nazwać się nie da. Czy rzeczywiście tak jest, to osobny temat, dość, że ten jeden-dwa języki na nikim wrażenia nie robią. Czyli, jak widać, można.
    A więcej? Da się, pod warunkiem, że zachowamy rozsądek. Sądzę, że nauka 4 języków jednocześnie jest jeszcze osiągalna bez jakiś drastycznych wyrzeczeń. Jedyne, co jest tu konieczne, to systematyczność. Nawet metoda "małych kroczków" daje tu efekty.
    I też nie cierpię powtórek. ^^ Wracając do włoskiego po dłuższym czasie miałam poważne problemy z przełamaniem się i powtórzeniem starego materiału...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zależy też kto ma ile czasu. Co prawda, mówi się, że 20 minut dziennie jest lepsze niż powiedzmy 1h tygodniowo, ale jednorazowo. Mimo wszystko, jeżeli ktoś chce uczyć się kilku języków na raz - z pewnością powinien (bądź powinna) dysponować przynajmniej dobrą organizacją czasu i konsekwencją :)

      Usuń
    2. Jan Świst: właśnie! tylko ta konsekwencja..:)

      Shariana: To prawda, wszyscy uczą się teraz przynajmniej dwóch języków obcych - ale tak naprawdę rzadko kto naprawdę dobrze nimi włada. Dobra zajomość języków obcych, nawet 'tylko' dwóch, zawsze budzi podziw. Ale zgodzę się na pewno, że da się więcej - jednak, tak jak piszesz, trzeba koniecznie być wówczas systematycznym:).

      Usuń
    3. Jań Świst: Jeszcze jedno:) Z jednej strony wszyscy piszą, że lepiej codziennie po 20min niż dwa razy w tygodniu po godzinie, ale sama niekoniecznie się z tym zgodzę - w 20min możemy co najwyżej coś powtórzyć i przeczytać, ale nie wgłębimy się w temat. Efektywniejsze zdaje mi się dłuższe spędzenie czasu nad jakimś tematem, nawet jeśli zrobimy to rzadziej (byle oczywiście nie za rzadko). Ale to taka moja teoria, niepotwierdzona przez nikogo, i mam nadzieję, że nie zostanę za nią zlinczowana;) Pozdrawiam ciepło!:)

      Usuń
    4. Aruenna: co człowiek to efekt. Są ludzie, którym faktycznie najlepiej idzie wgłębianie się raz na jakiś czas. Może taki mix byłby najlepszy - np. 20 minut dziennie w tygodniu i powiedzmy godzina w weekend, kiedy można faktycznie przysiąść. Pozostaje eksperymentować :)

      Również pozdrawiam!

      P.S. Czy Aruenna to jakaś pochodna od Arweny? Zastanawia mnie skąd wzięłaś to imię (?) ;)

      Usuń
    5. A tak, kiedyś zaczytywałam się we "Władcy Pierścieni":) Arwen(a) jednak jako login była zawsze i wszędzie zarezerwowana, więc przerabiałam to imię dotąd, aż powstało oryginalne-nieoryginalne imię, którego nikt przede mną nie używał, i które zatem mogłam wszedzie stosować :)

      Usuń
  9. Mozna sie uczyc kilku jezykow na raz pod warunkiem ze sa podobne, np. szwedzki, norweski i dunski. Czy hiszpanski i portugalski. Inaczej w ogole sobie tego nie wyobrazam. Strata czasu i energii. Nic z tego nie wyjdzie. Bedzie sie "znalo" kilka jezykow po lebkach, ale zadnego naprawde dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to nie jest wtedy tak, że te języki strasznie się mieszają?

      Usuń
  10. Ciężko jest uczyć się kilku języków na raz, ale mi się to udaje.
    Nie będę filozofował w moim komentarzu, dlatego od razu powiem w skrócie...
    Jest wiele osób, które chwalą się znajomością kilku języków i rzeczywiście potrafią się w nich komunikować. Rzadko kiedy uczyły się tych języków jeden po drugim.

    Trudno też odmówić racji niektórym tutaj komentującym, którzy piszą, że nie warto łapać kilku srok za ogon.

    Ciężko się jednak powstrzymać od poznawania innych języków, chęci rozpoczęcia czegoś nowego, czy zwykłego zabicia nudy.
    Pomijam tutaj kwestie swoistego "ADHD" [czego jestem ofiarą], braku dyscypliny, trochę romantycznego podejścia do tematu i wygórowanych ambicji.

    Każdy jest tak naprawdę w innej sytuacji. Czym innym jest nauka 15 języków od zera, a czym innym nauka 4, przy czym tylko 1 od zera.

    Oczywistym jest, że ucząc się kilku języków na raz, wolniej niż przy nauce jednego, wchodzimy na kolejne poziomy. Tutaj nie ma pola dyskusji. Oczywiście zakładam, że pozostałem warunki i skuteczność metod są podobne.
    Masa materiałów do nauki nie zakrzywia czasoprzestrzeni na tyle, żeby mogło być inaczej ;)

    Ale czy to znaczy, że nauka kilku języków jest nieefektywna?
    Nie. A na pewno - niekoniecznie!
    Wg mnie, w pewnym momencie, przy świadomej nauce, występuje zjawisko synergii i w długim okresie czasu to procentuje.
    Mózg staje się bardziej elastyczny, pracuje na wyższych obrotach, aparat mowy staje się bardziej elastyczny, zaczyna się inaczej patrzeć na reguły gramatyczne, na pewne abstrakcyjne pojęcia dotyczące języków, zwiększa się poziom intuicji językowej.
    Koniec końców i tak trzeba się zanurzyć w języku, żeby naprawdę swobodnie nim operować. Ale wg mnie, ten etap prawdziwego[!] zanurzenia jest możliwy dopiero po bardzo solidnym opanowaniu podstaw, na poziomie co najmniej B1 (wcześniej zbyt łatwo się podtopić i stracić mnóstwo energii). Ale żeby do tego dojść, konieczna jest niestety praca u podstaw, zanurzanie się raczej w czytankach, słówkach, tabelach gramatycznych, słuchaniu nagrań, w miarę możliwości konwersowaniu na ćwiczone tematy i powtarzaniu..
    Ucząc się w danym momencie tylko jednego języka, szybciej jesteśmy w stanie przebrnąć tą wyboistą drogę.
    Ale ucząc się kilku języków na raz, mamy szansę zbudować solidniejsze fundamenty.
    Nie chodzi tutaj o podobieństwa w językach. Chodzi często o różnice! Kiedy wszystko się najbardziej plącze, wtedy tak naprawdę poznajemy wagę zagadnienia i wtedy jest moment, żeby dobrze dokręcić tę śrubę.
    Nie jest to wszystko łatwe, nie daje szybkiej gratyfikacji, wymaga dyscypliny - trzeba się kontrolować, pilnować czasu, nie dopuszczać do swoistego miotania się no i mieć cel.

    Ilu języków można uczyć się na raz? Odpowiedź jest dosyć prosta - tylu, na ile starczy czasu. Jeżeli jesteś w stanie tak zarządzać nauką, że od "lekcji do lekcji" (lekcja = wartościowa porcja wiedzy) nie ginie z głowy materiał to jest ok. To jest wypadkowa dostępnego czasu, metod nauki, kondycji umysłu, predyspozycji itd. Ciężko się uczyć 10 języków, mając wolne tylko sobotnie wieczory.
    Mniejsze znaczenie ma tu poziom znajomości języków.

    Ja uczę się aktualnie 4 języków - angielskiego, francuskiego, niemieckiego i szwedzkiego, każdego na innym poziomie. Bardzo chciałem się uczyć ukraińskiego, próbowałem też hiszpańskiego, ale nie udaje mi się.
    Dokładając piąty język, zaczynam się gubić, brakuje mi czasu. Cztery udaje mi się jeszcze ogarnąć. Angielski szlifuję mozolnie na poziomie C1, a po szwedzku bryluję w podstawowych zwrotach i nazwach ;)
    Niemiecki i francuski odkurzam i podciągam, przy w tym pierwszym mam znacznie lepsze podstawy.
    Czy daję radę? Daję.
    Czy mi się to nie miesza? Czasami.. Ale przestawienie się na inny język, przy aktywnej nauce kilku na raz, wydaje mi się łatwiejsze niż w czasach szkolnych, gdy uczyłem się tylko dwóch. Teraz błyskawicznie przeskakuję w myślach z jednego na drugi.
    Mimo deficytu wolnego czasu, mam ten komfort, że mi się nigdzie nie spieszy. Nie potrzebuję umieć niemieckiego płynnie w mowie i piśmie na wczoraj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że swietnie to wszystko podsumowałeś, i tak naprawdę nie jestem w stanie już niczego więcej dodać. Dziękuję! :)

      Btw. Podoba mi się to określenie z językowym ADHD i romantycznym podejściem do tematu. Przejmę je sobie :)

      Usuń
  11. Ja powiem jak to jest u mnie. Uczę się mniej lub bardziej intensywnie czterech języków. Obecnie mam taką pracę, która nie zajmuje bardzo dużo czasu, a więc zostaje mi go całkiem sporo na naukę języków. I zauważyłam, że nawet jeśli mam całkiem wolny dzień to nie dam rady ogarnąć więcej niż trzech języków na raz. Po prostu skupiając się na jednym nie zauważam jak szybko mija czas :) albo nie mogę się oderwać od konkretnego języka. Jednak naprawdę da się! I wcale nie uważam, że uczę się "po łebkach". Oczywiście, że na efekty trzeba dłużej czekać niż jakbym uczyła się tylko jednego języka. Jednak jest dla mnie frajdą przeskakiwanie z jednego na drugi, ponieważ żaden mnie nie zdąży zanudzić. I tak sobie myślę, że uczenie się tylko jednego znaczy, że po prostu on nam się spodobał, do czegoś nam jest potrzebny itp. Natomiast uczenie się wielu znaczy... że jesteśmy maniakami języków obcych! Ja po prostu nie wyobrażam sobie nauki tylko jednego :) ciągle mnie kuszą jakieś inne. To już po prostu obsesja ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A masz może pracę, w której musisz używać języków?

      Też jestem ofiarą takiej językowej obsesji, i też, gdy czasami wciągnie mnie jeden język, to zaczynam zaniedbywać wszystko inne.. Aż chciałoby się móc mieć jakieś drugie życie, które w pełni można byłoby poswięcić pasjom:)

      Usuń
    2. Oj wiem o czym mówisz! Ja akurat nauczam języków (angielskiego i włoskiego), dlatego codziennie mam z nimi kontakt, ale nie na takim poziomie jakim bym chciała, jednak są to bardziej podstawy. Dla mnie pracą marzeń byłaby moja własna nauka całymi dniami, za którą ktoś by mi płacił :D. Szkoda, że nie ma takiego zawodu ehh. Dlatego wybrałam nauczanie, to taka namiastka :). Jak sobie czasem pomyślę, ile godzin spędzam na nauce języków to z boku może dość dziwnie wyglądać. Pamiętam, że na początku moja mama mówiła do mnie "dziecko, odpocznij sobie, nie możesz się tak ciągle uczyć!" dopiero po pewnym czasie zrozumiała, że to jest właśnie dla mnie relaks :).

      Usuń
    3. Może warto pomyśleć o karierze przewodnika? ;)

      Usuń
    4. Też nie bardzo bo jestem domatorem :D podróże podróżami, raz na jakiś czas fajnie by było coś nowego zobaczyć, ale za bardzo mnie ciągnie do domu ;) nie jestem ogromnym fanem życia na walizkach...

      Usuń
    5. Pamiętam, jak mi się kiedyś marzyło, że w telewizji zamiast pokazywać program "Taniec z Gwiazdami" byłby jakiś "Ucz się z Amatorami Jezyków", do którego zaprosiliby m.in. mnie, i kazali siedzieć i się uczyć...:D Kiedyś też sobie myślałam (z lekkim żalem, bo nie na serio), podobnie jak Ev kiedyś pisała, że fajnie byłoby dać się zamknąć w więzieniu na jakiś czas, w którym jednak byłby dostęp do wszelkich materiałów edukacyjno-językowych...

      Cóż zrobić, ważne, że uczenie to też fajna sprawa:)

      Usuń
    6. Raija... wow... nauka czterech języków jednocześnie to wyzwanie.Ja uczę się dwóch i czasami kiedy słówka są podobne, potrafię je pomylić:) A jakich języków się uczysz jeśli można wiedzieć? Pozdrawiam

      Usuń
  12. Ja osobiście nie dałam rady uczyć się 2 języków od podstaw :) ale co się odwlecze...

    (dziękuję za komentarz na moim blogu i za pamięć ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ..to na pewno nie uciecze, a się uda:)

      Pamiętam, pamiętam:) Zmartwiło mnie, że nie piszesz.

      Usuń
  13. Ja obecnie uczę się jedynie dwóch języków - angielskiego i niemieckiego, bo takie są wymogi polskich szkół. Z angielskim mam kontakt codziennie: czytam książki, oglądam filmy, słucham radia... Z niemieckim jest całkowicie inaczej: uczę się jedynie tego, czego trzeba. Czyli program mam opanowany w 100%, ale nie spędzam z nim czasu po szkole - nie czytam, nie oglądam, nie słucham. A czemu? Nie wiem dlaczego, ale po prostu boję się, że jeżeli będę poświęcał dwóm językom tyle samo czasu, to nigdy nie nauczę się żadnego porządnie, a w szczególności angielskiego. Chcę jak najlepiej zdać egzamin gimnazjalny, a jeżeli będę się uczył dwóch języków intensywnie naraz, to potem będę miał wyrzuty sumienia, że za mało czasu poświęciłem na angielski i zdobyłem zbyt mało punktów. Dlatego językiem, z którym mam żywy kontakt na co dzień jest jedynie angielski - niemiecki - jedynie około 4 godzin tygodniowo łącznie z 2 lekcjami w szkole. A może się mylę, może lepiej będzie jeżeli już od początku nauki niemieckiego będę wyciskał ile się da? Co o tym myślicie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm.. Rozumiem Cię doskonale. Ale tak sobue myślę, że skoro czytasz książki po angielsku (nieuproszczone?) i oglądasz filmy (bez napisów?), to Twój poziom tego języka raczej przewyższa poziom egzaminu gimnazjalnego (tj. na pewno przewyższa poziom matury rozszerzonej, która jest raczej trudniejsza). A jeśli tak jest, to pewnie fajnie byłoby zająć się porządnie także drugim językiem. Wszystko zależy jednak od tego, ile masz czasu i czy sądzisz, że naukę niemieckiego będziesz kontynuował także w liceum/później. Co wiem zaś na pewno, niemiecki jest bardzo przydatny, i pewnie nieraz będziesz miał okazję go użyć :)

      Usuń
  14. Ja się obecnie uczę 7 języków jednocześnie i jakoś nie mam problemów z tym, i powiem więcej, idzie mi znakomicie pomimo tego że słyszałem od ludzi że nie podołam hehe wszystko jest możliwe, kumpel uczy się 10 na raz i daje radę jak mało kto, trzeba tylko chcieć a nie wymyślać że nie możliwe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak się zastanawiam, na czym polega Twoja nauka tych 7 języków. Uczysz się ich codziennie, masz z nimi jakiś kontakt, czy też pozaczynałeś kilka i z różnym skutkiem do nich czasami wracasz?

      Usuń
  15. Tylko ja chcę opanować coś porządnie, aby angielski (a potem niemiecki i jeszcze jakiś inny język) opanować na wysokim poziomie podchodzącym pod C1. Co to za sens brać się za 7 lub 10 języków, skoro jeśli możesz opanować 2 języki (a później wziąć się za kolejne), to otaczasz się aż siedmioma. Nie wiem jak długo uczysz się tych języków, ale założę się, że z większości z nich prawie nie rozumiesz, a w radiu czy telewizji słyszysz zwykłe "bleearrrmmnn". Języków trzeba się uczyć z pasji, ok, ale też z głową. Rozumiem, czterech, no pięciu jeszcze jakoś ujdzie, ale siedmiu lub dziesięciu to po pierwsze, jedynie chęć zabłyśnięcia i nazwania się "poliglotą", a po drugie, po prostu bezsensowna i czasochłonna rzecz, bo i tak nie będziesz tych języków używał na bieżąco. Zresztą, nawet nie wiem czy mówisz prawdę, a ja się rozpisuję ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm sama ostatnio znalazłam sposób na kontakt z czterema językami dziennie: jednego uczę się w drodze do i z pracy (króciutko, w sumie 35min-40min dziennie), z dwoma mam kontakt w pracy, w jednym ostatnio zaczęłam oglądać seriale. w językach tych ponadto staram się czytać książki czy wiadomości na jakichś portalach internetowych. Zawsze też dochodzi taki chwilowy język, z którego później nie będę wiele pamiętać, ale przyjemnie mi się go pouczyć przez jakiś czas.

      Niemniej - to tylko kontakt, który staram się możliwie powiększać, mozliwie najmniejszym kosztem innych rzeczy. Też zastanawiam się, jak 7 języków na raz jest możliwe, i mam nadzieję, że ten pierwszy anonimowy komentator napisze, jak to robi.

      Zgadzam się jednak, że nie można przesadzać z ambicją, a na pewno trzeba się zastanowić, do czego te języki są nam faktycznie potrzebne. Bo - choć sama nie do końca wierzę, że to piszę:) - czasem warto poświęcić czas na coś innego, też rozwijającego, a co nam się może przydać.

      Pozdrawiam ciepło:)

      Usuń
  16. A moim zdaniem można się uczyć kilku języków jednocześnie, nawet niezupełnie świadomie.... i co więcej, niekonieczne są również powtórki, już spieszę wytłumaczyć moje kontrowersyjne poglądy :)

    Kiedyś w szkole jeszcze, wszyscy mówili, że mylą im się języki, których się uczą - ot weźmy np. niemiecki i angielski. Jakiś czas temu gdzieś usłyszałam, że wbrew pozorom, najlepiej jest właśnie uczyć się jednocześnie języków z tej samej rodziny. Dlaczego? Na własnym przykładzie (uczę się francuskiego i włoskiego) widzę, że nawet jeśli nie zaglądam do jednego z tych języków przez dłuższy czas, to i tak się rozwijam, bo umożliwia mi to drugi język. Wiemy dobrze, że żeby dane słowo zapamiętać i używać, musimy napotkać je w różnych kontekstach co najmniej kilka razy. Jeśli np. znam po francusku czasownik "mówić - parler", to kiedy poznaję włoskie "parlare" mój umysł kojarzy już to słowo i nie jest ono tak zupełnie obce i nowe. I chociaż oczywiście, może nam się pomylić, to i tak jesteśmy bliżej sukcesu i większość Włochów zrozumie nas jeśli zamiast "parlare" powiemy "parler", a po pewnym czasie i to już nie będzie nam sprawiać problemów. To jasne, że nic nie nauczy się samo i za nas, ale wydaje mi się, że jeśli uczyć się kilku języków, to dobrze jest wybrać te podobne do siebie. Poza tym często też np. gramatyka może być podobna - wtedy mamy dodatkowe ułatwienie.

    Jeśli chodzi o powtórki. Wiem, że jeśli chcemy się dobrze nauczyć języka, to nie korzystamy z jednego źródła, tylko z wielu. Ja jednak jestem zwolennikiem typowych podręczników kursowych - nawet jeśli uczymy się samodzielnie. Oczywiście ważne jest, żeby wspomagać się innymi materiałami i nie poprzestać na tym, co jest w podręczniku, ale sam kurs ratuje nas właśnie przed zapominaniem nauczonych rzeczy, błędną kolejnością przyswajanych informacji i wielu innych niebezpieczeństw, które mogą skomplikować naszą naukę. Oczywiście, jeśli kurs jest dobry i logicznie przygotowany. Jeśli tak jest, to wiedza już przyswojona będzie się mieszać z nowymi wiadomościami, nie będziemy musieli wypracowywać własnego systemu powtórek, bo ktoś pomyślał o tym za nas. Poza tym mamy jasny obraz tego, czego będziemy się uczyć, porządek i plan na przyszłość. Ale to oczywiście nie dotyczy jakiejś dodatkowej wiedzy, którą nabywamy. Tam rzeczywiście ważne są przemyślane, własne powtórki.

    Tak poza tym, to jeśli się nie obrazisz, dodałam Twojego bloga do linków u siebie. Wpadam tu już od jakiegoś czasu, ale dopiero od niedawna sama zdecydowałam się stworzyć miejsce, gdzie będę pisać coś "od siebie" :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie obrażam się, a wręcz przeciwnie - bardzo się cieszę:)

      Też uważam, że nauka z dobrymi podręcznikami daje najlepsze rezultaty. Trzeba przy nich często trochę więcej popracować, stale uzupełniać o inne materiały, ale jeśli jesteśmy dobrze zorganizowani, przyniesie ona naprawdę dobre efekty. Szkoda tylko, że i to, co tam mamy, musimy powtarzać.. ;)

      Jeśli chodzi o naukę języków podobnych, to sama nie wiem, co o tym sądzić. Z jednej strony szybciej się uczysz biernego ich zrozumienia, z drugiej - z czynnym ich użyciem jest chyba więcej problemów? Znam np. osoby, które uczyły się jednocześnie rosyjskiego i ukraińskiego, przez co litery rosyjskie czytały często jak ukraińskie, a i mówiły takim swoim własnym mieszanym językiem. Długo się już uczysz obu, francuskiego i włoskiego?

      Usuń
  17. Niezbyt długo niestety - 1,5 roku francuski (i to niezbyt intensywnie), ok. pół roku włoski. Rzeczywiście, bardzo dużo rzeczy mi się miesza właśnie w komunikacji, ale zauważyłam, że kiedy wkraczam na jakiś kolejny etap nauki, to przestaje mi się mylić to, co już pozostawiłam za sobą. Trochę ciężko to wytłumaczyć, ale to tak jakbym już trochę "przetrawiła" każdy z tych języków (przynajmniej to, czego się już nauczyłam) i poukładała wiadomości w dwóch oddzielnych szafach i po prostu im dłużej te wiadomości mam, tym bardziej jestem świadoma ich przynależności do którejś z szaf :D Mam nadzieję, że rozumiesz o co mi chodzi. Mam na myśli po prostu, że na początku wszystko wydaje się takie samo, ale im bardziej się w coś wgłębisz, to więcej indywidualnych cech języka widzisz i łatwiej Ci go nie mylić z innym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, rozumiem :) a w dodatku czuję się przekonana :)

      Usuń
  18. Ja swoją naukę zacząłem od angielskiego i hiszpańskiego (uważam że nauka więcej niż dwóch języków na raz nie przynosi efektów, i to jest prawda) Nauka angielskiego i hiszpańskiego zajęła mi 3 lata, obecnie posiadam certyfikaty z tych języków na poziomie C2 :) i perfekto się tymi językami posługuję :)
    Teraz zamierzam zacząć hebrajski i japoński :) znów poświęcę na nie 3-5 lat bo są trudniejsze - ale wiem że się ich nauczę też bardzo porządnie.
    Znam ludzi którzy uczyli się po 4,5 czy nawet 7 języków obcych! to największa głupota bo i tak nic nie umieli :) ja tam się nie podniecam nauką tylu języków bo po co? Nie znam 7 czy 10, znam 2 ale na poziomie C2 :) teraz tylko szlifuję akcent brytyjski i idzie bardzo dobrze :)
    I mimo że znam tylko 2 :) to dogaduje się ze wszystkimi :) nawet arabami hehe :D

    Życzę wszystkim powodzenia z nauką i nie przesadzajcie z tyloma językami bo się ich nigdy nie nauczycie ;)
    Nauka po dwa na raz w zupełności starczy a przynosi większe efekty niż nauka 4 czy 5 ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. A po drugie nie wyobrażam sobie nauki kilku języków obcych, tutaj trzeba też to przemyśleć po co się uczę danego języka, do jakiego celu a nie bo tak mi się podoba...bezsensu. Nie mówię że człowiek nie jest w stanie się uczyć jednocześnie kilku języków, może i jest ale nie wyobrażam siebie że od rana do wieczora kuję języki...mam wiele innych zainteresowań, mam też przyjaciół z którymi lubię spędzać czas, rodzina, studia...praca itp. :) Myślę że nauka kilku języków nie pójdzie dobrze bo czas nie pozwoli, życie prywatne itp.
    Kiedyś słyszałem że nie warto się uczyć angielskiego i hiszpańskiego bo każdy je prawie zna :) owszem, ale mimo tego że dużo osób je zna to jakoś nie czuję się kulawy z tego powodu. I tak mam dobrą, ba nawet bardzo dobrą pracę :) i śmieszą mnie osoby które zaczynają swój pierwszy język obcy od jakiegoś języka niszowego :D to największa głupota ale cóż. Każdy powinien znać angielski i nie patrzeć na to że posługuje się nim już kilkaset milionów ludzi :) wpierw jakiś język znany a potem dopiero niszowy a nie na odwrót :) ludzie mnie czasem bardzo śmieszą :)
    Trzeba też mierzyć siły na zamiary ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Zapomniałem dodać, wielu pracodawców uważa że lepiej znać dwa języki na poziomie nawet C1 niż 10 języków na poziomie B2 :)

    Taka prawda :) teraz mając certyfikat przykładowo z angielskiego FCE nie popiszemy się zbytnio :) prawie wszyscy wymagają C1 albo C2 :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Ciężko się nie zgodzić, pracodawcy faktycznie wolą osoby ze świetną znajomością dwóch języków niż osoby z liczbą języków przekraczającą połowę CV - brzmi to po prostu niewiarygodnie.

    Ale mimo wszystko uważam, że można pouczyć się jakiegoś języka przez chwilę, dla przyjemności. Niektórzy wolą w tym czasie obejrzeć jakiś ciekawy program telewizyjny, porozwiązywać sudoku lub pograć w szachy, a niektórzy po prostu będą sobie łączyć literki arabskie. I jeśli się wie, w jaki sposób się traktuje dany język, to nie uważam tego za marnowanie czasu :)

    A jeśli chodzi o języki niszowe - są one naprawdę poszukiwane, tylko czasem trzeba dobrze wiedzieć, gdzie szukać pracy. Chyba że faktycznie ktoś wybiera turboniszowy język - np. aztecki, ale wówczas taka osoba chyba zdaje sobie sprawę, że niekoniecznie jej się to przyda :)

    Z angielskim zgadzam się całkowicie - po pierwsze - rzadko kto posługuje się naprawdę dobrze tym językiem (choć go wszyscy 'znają'), po drugie - to faktycznie klucz do komunikacji z innymi. Inna sprawa, że skoro wszyscy 'znają', to trochę wstyd 'nie znać';) I zgadzam się, długoterminowa nauka języka powinna opierać się na jakimś celu, coby faktycznie okazała się dla nas przydatna.

    Dzięki za głos w dyskusji:)

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja myślę że warto uczyć się tylko jednego języka a potem drugiego.
    Podam taki przykład. Miliony osób mówi że angielski jest prosty jak barszcz ale jest jedno ale...przeważnie ci którzy tak gadają znają angielski na poziomie A1-A2 B1-B2 i tu jest prawda na tych poziomach angielski nie jest skomplikowany, problem jest na C1-C2 gdzie na tych poziomach jest tylko kilkaset osób...bo reszta nie potrafi wejść na te poziomy bo angielski jako język całościowy do łatwych nie należy...ludzie nie znają porządnie angielskiego, myślą że jak umieją powiedzieć kilkadziesiąt słów to już biegłość jak u anglika hehe :D a jednak biegłość jest cholernie trudna a teraz niestety coraz częściej wymagana.
    Warto się lepiej przyłożyć porządnie do angielskiego nawet te cztery lata a potem dopiero kolejny język :)
    Nauka dwóch już stwarza wielu ludziom problemy a co dopiero trzech czy czterech...
    I co do angielskiego...ludzie którzy go znają tak sobie mówią że łatwy ale ci którzy znają go na C1-C2 mają całkiem inne zdanie na ten temat, łatwy to on nie jest ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ile myślę, że masz dużo racji (w szczególności zgadzam się z Tobą, że język angielski wcale nie jest łatwym językiem, i że wiele osób "zna" angielski na poziomie B1), o tyle za dobrze rozumiem osoby, które lubią porywać się na tysiące języków, by się w pełni z Tobą zgodzić.

      Jednak żeby uczyć się więcej niż jednego języka i faktycznie osiągnąć jakiś poziom biegłości, trzeba rozważyć swoje predyzpozycje i realny czas, który możemy i mamy ochotę poświęcić na naukę.

      Pozdrawiam ciepło:)

      Usuń
  23. Ja uczę się czterech języków jednocześnie :) i idzie świetnie, ale to dlatego że jestem totalnie zmotywowany, dosłownie na maksa - powiedziałem sobie że się nauczę i koniec kropka, zero lenistwa!
    Obecnie uczę się angielskiego, niemieckiego, włoskiego i hiszpańskiego :) moja metoda? Kto rano wstaje temu Pan Bóg daje :) wstaję codziennie o 6 wychodzę na dwór, wdycham świeże powietrze, ćwiczenia oddechowe a następnie słucham każdego języka po pół godziny czyli do ósmej rano :) potem popołudniu gramatyka i pisanie :) wieczorem znów czytanie i rozumienie ze słuchu i tak codziennie, daje to po półtorej godziny dziennie na każdy język :)
    Idzie doskonale, rano kiedy odświeżam mózg to tak wszystko pięknie wchodzi jak nigdy :) To moja osobista metoda nauki i działa na mnie w 100% Bo nikt mi nie będzie mówił ilu języków się mam nauczyć itp. Nauczę się i dojdę do poziomu C1 w każdym choćby droga ta była usłana piorunami to się nie poddam. Ot - moja motywacja :)

    Życzę wszystkim powodzenia ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja gdzieś wyczytałem że języki europejskie można biegle opanować w ciągu trzech lat. Jeśli na niemiecki poświęci się półtorej godziny dziennie przez siedem dni w tygodniu to po roku będziemy mieli za sobą coś około 500 godzin, następne 500 godzin przerobimy w drugim roku co łącznie daje 1000 godzin intensywnej nauki. Potem mamy rok na przygotowanie się do egzaminu C1 :)

    Do Egzaminu na poziomie C1 wymagana jest nauka w zakresie właśńie coś około 1000 godzin plus\minus :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ja lubię obliczenia! :)

      I zgadzam się, dodam tylko, że te godziny muszą być w pełni wykorzystane, i trzeba się podczas nich nauczyć uczyć, tzn. poznać własne możliwości i predyspozycje, i do nich się dostosować. :)

      Usuń
  25. P.S. Też słyszałem o osobach które w dwa semestry nauki, czyli dwa lata osiągnęły poziom C1, z tym że bardzo ciężko harowały :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Przy jednym języku bardzo łatwo się zniechęcić. Ucząc się większość czasu tylko niemieckiego zaczęło mi się nim odbijać w pewnym momencie. Wtedy doszedł angielski - i jakoś ruszyły dwa języki jednocześnie, bo głupio mi było zaniedbywać, a nawet trochę zatęskniłam. Po jakimś czasie ostudził się mój entuzjazm do tych dwóch... I zaczęła fascynacja chińskim. Sama zabawa w pisaniu i mówieniu uruchomiła ponownie fascynację językami i dodatkową motywację - chęć szerokiego dostępu do materiałów obcojęzycznych, bo na polskim rynku z chińskim niebogato. Za to ostatnio pokochałam hiszpański... I fakt, może stawiam wolne kroki, ale zamiast odstawiać zaawansowany niemiecki kopniak w cztery litery, odstawiam na pewien czas i trochę dbam o coś innego. I należy pamiętać też o ilości wolnego czasu, prawda? Wszystko jest sprawą indywidualną, i wyrzekanie się czegoś bo ktoś napisał w internecie, że tak lepiej, jest bzdurą. Dla mnie moją największą motywacją jest zeszyt w czterech językach - słownik ze słówek. 1 kolumna niemiecki, 2 angielski, 3 chiński, 4 hiszpański. Polskiego nie ma. Może ja się z niego za bardzo nie uczę, ale sam rozrost (a i tak wpisuję niewielką ilość) jest super-motywujący.

    OdpowiedzUsuń
  27. Zapraszam do polubienia nowej strony poświeconej kulturze i językowi chińskiemu: https://www.facebook.com/AToChinszczyzna?ref=stream

    Strona się dopiero rozwija, ale obiecuję, że będzie ciekawa! :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Od miesiąca uczę się 5 języków jednocześnie: w tym trzech od poziomu 0, nie jest łatwo i nie na każdym skupiam się w takim samym stopniu, mimo to uważam że warto uczyć się kilku języków na raz.. Dlaczego? W liceum miałam angielski i niemiecki, strasznie chciałam się uczyć hiszpańskiego, ale wszyscy mówili mi żebym skupiła się na tych dwóch, co prawda źle na tym nie wyszłam, ale i tak żałuję, że nie poświęcałam chociaż 15-30 minut dziennie na hiszpański do teraz mogłabym już spokojnie się w nim porozumieć. Dlatego teraz uczę się 5 i nie zamierzam rezygnować z żadnego! Bo nawet jeśli na któryś z tych 5 poświęcę mało uwagi, to w jakimś stopniu się go nauczę, a języków nigdy za wiele. :)
    Pozdrawiam

    http://wieczniezaczytanatenshi.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie rezygnuj - to jest Twoj styl, Twoj sposob, Twoj cel. I tylko Ty bedziesz pozniej odpowiadac za swoje decyzje - i cieszyc sie, ze nie dalas sie przekonac innym, by zaprzestac nauki kilku jezykow na raz:)

      Usuń
  29. Sporo języków można się nauczyć, gdy uczy się języków podobnych, np. większość zachodnioeuropejskich. Przy trzecim, czwartym praktycznie nie ma już niczego zaskakującego, tylko dużo słówek do wkucia, a i słówka są podobne. Dlatego ciekawym wyzwaniem są języki bardziej egzotyczne, tak jak ten chiński.

    OdpowiedzUsuń
  30. Dużo czasu i silna motywacja dała efekt w postaci opanowania trzech języków. Łatwiej oczywiście uczyć się gdy języki są z tej samej lub bardzo podobnej grupy językowej.

    OdpowiedzUsuń
  31. Na pewno nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie, różni ludzie uczą się inaczej. Niektórzy mają po prostu talent językowy i z powodzeniem mogą się uczyć kilku języków na raz.

    OdpowiedzUsuń
  32. A czy nadal warto się uczyć języków hmmm..ostatnio mój kolega stwierdził ze szkoda mojego czasu jak już są aplikację na telefon które tłumaczą z jednego języka na drugi....ostatnio czytałam że tłumacz to zawód na wymarciu ....Co myślicie o tym???

    OdpowiedzUsuń
  33. uczę się obecnie niemieckiego i hiszpańskiego.
    z niemieckim jest tak, że praktykuję właśnie totalne zanurzenie w tym języku, uczę się bardzo intensywnie, co sprawiło że jestem dość dobrze z nim osłuchana, ale im dalej w las tym gorzej. coś, co kiedyś sprawiało mi trudność w tym języku, dziś w porównaniu do innych zagadnien wydaje mi się banalne. moim obecnym priorytetem jest dojście do poziomu komunikatywnego i nabycie płynności językowej. zawsze dziwiło mnie to, że komuś może mylić się niemiecki z angielskim. jak dla mnie są to bardziej różne niż podobne do siebie języki. wymowa w obu jest zupełnie inna (w niemieckim bardziej logiczna i intuicyjna jeśli zna się zasady), niektóre słówka są podobne lub budzą skojarzenie z angielskim albo polskim.
    z hiszpańskim moja przygoda zaczęła się wiele lat temu od telenowel, które nałogowo oglądałam i dzięki nim pokochałam ten język. od dawna chciałam się go nauczyć, ale zawsze przekładałam to w czasie. dzięki telenowelom i potem słuchaniu radia jestem dość dobrze osłuchana z językiem, słuchając radia słowa nie zlewają mi sie w jeden niezrozumiały bełkot. poznałam też sporo słówek i zwrotów, niektóre oczywiście po tylu latach gdzieś uciekły. hiszpański obecnie nie jest moim priorytetem na liście, więc uczę się go nieintensywnie, lekko i przyjemnie w przerwach między znudzeniem/frustracją niemieckim ;) bo i takie uczucia podczas nauki się zdarzają. niestety zupełnie brak mi pomysłu na naukę tego cudownego języka - jakieś samouczki i podręczniki bardzo szybko mnie nudzą więc sięgam po nie czasami, chcąc doczytać o jakiejś regule czy dowiedzieć się jak funkcjonuje gramatyka. zdecydowanie bardziej wolę słuchać hiszpańskiego, czy to w piosenkach czy telenowelach albo czytać artykuły prasowe. niektóre zwroty zapamiętuję, nie musząc ich nawet tłumaczyć, bo wszystko wyjaśnia kontekst w jakim pada dany zwrot/słówko.
    miałam też przygodę z włoskim, niderlandzkim i francuskim. z wszystkich tych języków pokochałam jedynie włoski, dwa pozostałe to zdecydowanie nie moja bajka:)
    uczyłam się też angielskiego, który przez wiele lat traktowałam tak jak niegdyś wiele osób rosyjski - przykry obowiązek. później przez przypadek sięgnęłam do żywych materiałów i język mi się spodobał, stał się łatwiejszy i przez kilka dobrych miesięcy praktykowałam absolutne zanurzenie w języku angielskim. po tym czasie udało mi się osiągnąć komunikatywność i płynność językową (a zaczynałam od zerowej płynności, umiałam angielski tylko biernie), która utrzymywała się nawet po kilku miesiącach od porzucenia nauki, by wreszcie totalnie zaniknąć. wtedy zaczęłam po prostu rozumieć angielski. i nie, nie mam tu na myśli tego, że wcześniej nie rozumiałam gramatyki czy coś w tym języku było dla mnie nie zrozumiałe, tylko przestałam tłumaczyć wszystko z polskiego na angielski, zaczęłam używać konstrukcji charakterystycznych dla tego języka i mówiłam nie zastanawiając się nad tym, co mówię.
    angielski nie jest mi w tym momencie potrzebny, nie mam okazji używać go w praktyce(chyba że dla tej dwuminutowej konwersacji z Anglikiem którego spotkam może raz na rok w kraju ;)) więc powrotu do nauki nie planuję a poziom very basic wystarcza, żeby znaleźć interesujace mnie materiały w internecie.
    nauka angielskiego bardzo mi pomogła w moich późniejszych doświadczeniach z innymi językami - dzięki niej poznałam siebie, swoje mocne i słabe "językowe strony"(czyli m.in. rozumienie i mówienie) i znalazłam najlepsze dla siebie metody, które teraz kalkuję na naukę innych języków.

    OdpowiedzUsuń
  34. ja z jednym mam problem. niewiem co by bylo z dwoma))
    język ukrainski, nauka przez skypa http://preply.com/pl/ukraiński-przez-skype

    OdpowiedzUsuń
  35. Nie jest najważniejsze ilu uczymy się jednoczesnie, bardziej ile faktycznie znamy i na jakim poziomie ;) Moim zdaniem niewiele osób ma teraz na tyle czasu, by faktycznie uczyć się kilku jezyków równocześnie. Nie zmienia to jednak faktu, że kilak znać warto - potem o pracę znacznie łatwiej ;) Polecam rzucić okiem na linguajob.pl gdyby ktoś szukał pracy - oferty tylko dla tych, co ze znajomością języków nie maja problemów

    OdpowiedzUsuń