Pokazywanie postów oznaczonych etykietą angielski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą angielski. Pokaż wszystkie posty

piątek, 18 sierpnia 2017

O ewolucji mojego podejścia do nauki języków obcych, czyli też o tym, jak pozbyłam się bariery językowej


Całe życie uwielbiałam czytać książki. Przyciągały mnie i magicznie przenosiły w inny świat tak, jak teraz często potrafią jedynie telefony komórkowe z dostępem do Internetu ;). Wyobrażałam sobie nawet, ze nie miałabym nic przeciwko zostać na jakiś czas zamkniętą w więzieniu, jeśli tylko miałoby ono dobrze wyposażoną bibliotekę. To wtedy po raz pierwszy przyszło mi do głowy, ze najbardziej na świecie chciałabym poznać wszystkie języki świata, żeby tylko móc czytać swoje ukochane książki w oryginale.

Moje początkowo idealistyczne podejście zostało szybko brutalnie stłamszone przez rzeczywistość. Zaczęłam się uczyć swojego pierwszego języka obcego, jezyka angielskiego, i sprawa okazała się nieco bardziej skomplikowana. Postanowiłam ograniczyć swoje zapędy do - wciąż oczywiście śmiałych - 20-30 języków. Stwierdziłam, ze tyle powinno wystarczyć na początek.
😉😉
W liceum zaczęłam się uczyć niemieckiego. Na studiach najpierw francuskiego, później rosyjskiego. Ucząc się tylko samodzielnie (i w ekspresowym tempie, zostawiajac naukę na ostatnią chwilę, o czym można przeczytać tutaj; do dziś nie wierzę, ze zdałam ten egzamin przy takim podejściu, i ze nie umarłam na zawał, uważając, ze nie zdałam, i ze przez swoją brawurę :)  wyrzuciłam całe swoje studenckie oszczędności w błoto), podeszłam do CAE i go zdałam.

Rok spędziłam w Austrii, zdałam GDS-C2. Powoli zaczynałam rozumieć, ze zajmując się na raz różnymi sprawami, nie nauczę się tych 20 języków. Ale choćby dziesięciu?

Cale studia opanowywała mnie żądza certyfikatów. Potwierdzenia, jak dobrze mówię w obcych językach. Chciałam już nie tylko dobrze czytać, ale i swobodnie się wypowiadać oraz rozumieć, co inni mają mi do przekazania. Co ważne, żebym mogła sama uwierzyć, że to potrafię, potrzebowałam namacalnych dowodów, które dodawałyby mi językowej pewności siebie.

I faktycznie, tak to działało. Gdy zdałam CAE, a później GDS-a, automatycznie zaczynałam lepiej mówić - nie dlatego, ze magicznie moja wiedza wzrosła, tylko dlatego, ze otrzymałam potwierdzenie z zewnątrz: tak, ona daje radę!


W każdej swojej dotychczasowej pracy potrzebna mi była znajomość języków. Kiedy zaczęłam pracować, używać języka codziennie, moja bariera komunikacyjna powoli zanikała. Przestałam potrzebować zewnetrznego potwierdzenia, że znam języki obce - sama powoli uczyłam się dostrzegać, w czym jestem dobra, a co należy jeszcze poprawić. Nauczyłam się to akceptować.

Wtedy nagle nauka zaczęła mi przychodzić o wiele szybciej. Przestałam się bać mówić w innym języku (nawet nowym, nawet takim, który naprawdę słabo znam, nawet po chińsku), łatwiej mi było nawiązywać nowe znajomosci z obcokrajowcami, łatwiej wszystko zapamiętywałam, przestałam się stresować, że robię błędy. W końcu jak mam je przestać robić, skoro nawet nie pozwalam sobie, żeby zacząć je robić?

Nadal chciałabym się nauczyć dobrze mówić w kilku językach. Tylko teraz robię to już rozsądniej, dojrzałej, co przekłada się na to, ze również - lepiej i szybciej. Mniej się boję. Mam wciąż - choć już zmodyfikowaną - listę języków, których chciałabym się nauczyć. I z tą odrobinę bardziej realną lista może się naprawdę udać.

środa, 16 sierpnia 2017

O reaktywacji bloga i podsumowanie moich dotychczasowych osiągnięć i porażek językowych


Mniej więcej 5 lat temu z powodów osobistych postanowiłam zamknąć bloga. Nie było jednak miesiąca, kiedy nie myślałam o tym, żeby powrócić do pisania, motywowania siebie i innych do dalszej nauki. Wreszcie zebrałam się w sobie i postanowiłam wrócić do pisania o tym, co było, wciąż jest, i pewnie już zawsze będzie moją pasją – o nauce języków obcych. Stąd też na nowo go otwieram, ogłaszam reaktywację J, i mam nadzieję, że uda mi się kogoś zainspirować do nauki, do polemiki z moimi opiniami oraz do dzielenia się swoimi pomysłami na lepszą, szybszą, intensywniejszą naukę.

Tymczasem chciałabym opowiedzieć o mojej obecnej znajomości języków, żeby za jakiś czas móc łatwiej porównać, jak bardzo (i  w którą stronę) zmieniła się jej znajomość.

1.      Język angielski – od kilku lat pracuję z tym językiem i w tym języku, mieszkam za granicą, okazji do ćwiczenia jest więc bardzo wiele. Moja znajomość jest na wysokim poziomie, bez problemu wyrażam swoje zdanie w mowie i w piśmie, niemniej czuję, że mogłabym tę znajomość jeszcze pogłębić: na poziomie wymowy, bogatszego słownictwa i gramatyki, oraz zrozumienia native speakerów mówiących mniej czysto. Wciąż nie podeszłam do CPE, było to jednak zaplanowane: musiałabym poświęcić mnóstwo czasu na przygotowanie pod katem tego egzaminu, wolałam przeznaczyć go jednak na swoje inne cele, o których chętnie napiszę tu innym razem.

2.      Język niemiecki – niestety, po dwóch latach pracy z językiem niemieckim nie miałam okazji go używać. Czytam więc nadal gazety, ale szybkie stworzenie bardziej skomplikowanej konstrukcji zdaniowej (a czasem nawet jakiejkolwiek) pozostaje w tej chwili poza moim zasięgiem. Muszę się zastanowić, kiedy mogłabym znaleźć czas na solidne powtórzenie tego języka, żeby na nowo czuć się z nim komfortowo.

3.      Język chiński – od roku mieszkam i pracuję na Tajwanie. Nie używam (jeszcze! J) języka chińskiego w pracy, ale staram się jak najwięcej używać go poza pracą. Po roku, ku mojemu zadowoleniu (choć też niedosytowi J), jestem na solidnym poziomie A2+, co początkowo wydawało mi się zupełnie niemożliwe, nie przy tak trudnym, bogatym i ciągle zaskakującym języku. Nie przy tym, że mniej więcej co miesiąc, poznając jakąś nową strukturę gramatyczną, nowe znaczenie słowa lub inną wymowę tego samego znaku, stwierdzałam, że się poddaję. Że nie ma sensu, że w życiu się tego języka nie nauczę. Nieprawda! Poddawałam się, by po chwili załamania wracać do nauki z jeszcze większym uporem i intensywnością. Tak, by słyszeć od tajwańskich znajomych: „Twój chiński >>dzień w dzień<< się polepsza!” i wiedzieć, że to prawda. (>>dzień w dzień<< - yi tian bi yi tian – czyli po prostu >>stale<<)

4.      Język rosyjski – dwa lata temu przez pół roku mieszkałam w Sankt Petersburgu, w Rosji. Język rosyjski okazał się językiem, który wchłaniałam przez sam pobyt w Rosji przez skórę, bez nauki. W chwili obecnej jestem w stanie rozumieć większość tekstów, wiadomości, oraz wyrazić swoje zdanie – wprawdzie z wieloma błędami, w bardzo prosty sposób, ale jednak. Muszę się lepiej zorganizować i faktycznie zacząć się rosyjskiego porządnie uczyć.

5.      Język francuski – po raz siódmy, ósmy, dziewiąty i dziesiąty chyba zabierałam się za naukę języka francuskiego od podstaw, i po raz kolejny po zakończeniu poziomu A1/A2 przerwałam. By powracać do niego po raz kolejny i kolejny. Jestem zatem człowiekiem, który najlepiej na świecie opanował francuski na poziomie A1 J, i cóż – na razie się na tym zatrzymał. Ale wiem, że dobry plan może zmienić wszystko!

Widzę, że rozpisałam się zupełnie jak to robiłam 5 lat temu J. Zatem na razie zakończę i dziękuję wszystkim, którzy dotarli do samego końca wpisu! A kolejny post – mam chyba aż za dużo pomysłów, o czym chciałabym tu napisać i jakimi metodami podzielić – już wkrótce.

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

O moich zapędach językowych i próbie ich utemperowania


Jakiś czas temu wreszcie podjęłam decyzję. Pod moim wpisem  „Ilu języków można się uczyć jednocześnie?” pojawiło się bardzo dużo różnych komentarzy, które dały mi do myślenia. Doszłam do wniosku, że – choć to naprawdę przyjemne – powinnam skończyć z krótkookresowym zanurzaniem się w jakiś język, o którym wiem, że jego nauki na dłuższą metę kontynuować nie będę. I tak oto, z ciężkim bólem serca, zdecydowałam się na pięć języków, których w miarę możliwości będę się uczyć, i nie będę rozszerzać tej listy, dopóki kolejny język nie wskoczy na poziom C1. 

Zanim przejdę do samej listy i motywów wyboru takich a nie innych języków, wyjaśnię może, dlaczego te pięć to wcale nie tak dużo, jakby się wydawało. Otóż każdy ma jakieś hobby, jakąś pasję, to, co lubi robić w wolnym czasie, a także każdy ma jakiś czas, który przeznacza/czuje, że musi przeznaczyć na stracenie/odmóżdżenie się/próbę wyłączenia się i nie-myślenia o niczym. Tak więc, kiedy ktoś czyta jakąś książkę, ja też czytam, tylko staram się, żeby ta książka była w języku obcym. Kiedy ktoś ogląda jakiś film, ja też oglądam, tylko raczej bez napisów i w języku obcym. Kiedy ktoś poszukuje w Internecie forów o fotografowaniu, ja próbuję zmierzyć się z obcojęzycznym tekstem o historii sztuki. I to wszystko traktuję jak naukę.

Inna sprawa, że kiedyś imałam się każdego języka, który mi się w danej chwili spodobał. Teraz też z bólem serca odkładam na niewiadomokiedy-byćmożenigdy naukę portugalskiego, który jest nie tylko piękny, ale przydałby mi się za miesiąc podczas tygodniowego urlopu w Portugalii (notabene to idealny okres na jakiś samouczek ‘Portugalski w miesiąc’!), ale postanowiłam być dzielna (trudne to..)

Jest jeszcze jeden powód, dla których pięć języków w moim wypadku to nie tak dużo: nie zamierzam uczyć się ich w tym samym tempie. Nie z każdym planuję spędzać czas codziennie, i zamierzam nie mieć z tego powodu wyrzutów sumienia. Postanowiłam bardziej sprecyzować swoje zainteresowania językowe, i niektóre potraktować jako niegroźne hobby.


A oto i moja lista:


1.       Język angielski

Powody, dla których trzeba znać angielski są oczywiste. Mój angielski jest na całkiem wysokim poziomie, ale nie na tyle wysokim, bym bez obaw mogła podejść do CPE. Bez obaw zamierzam podejść do egzaminu po przerobieniu kilku wybranych przeze mnie podręczników (wśród których znajdują się m.in. „Upstream Proficiency” i „Successful Writing Proficency”), co nastąpi najpóźniej w czerwcu przyszłego roku (choć chyba będę musiała jeszcze przemyśleć tę decyzję, jako że formuła egzaminu się nieco zmienia). Tymczasem dla przyjemności czytam w tym języku książki i oglądam filmy, nie męcząc się przy tym jakoś specjalnie, mając jednak nierzadko problemy ze zrozumieniem brytyjskiego native’a, mówieniem (zwłaszcza muszę popracować nad wymową) i pisaniem (chyba że się bardzo staram i koncentruję).


2.       Język niemiecki

Czytam książki, oglądam filmy, dużo rozmawiam, pracuję, lubię kraj, interesuje mnie kultura, nie wykluczam zamieszkania tam kiedyś na jakiś czas. Aby zrealizować swoje sekretne niemieckie plany, z tego języka również potrzebuję certyfikatu (Goethe Zertifikat C2), a do tego z kolei przerobienia m.in. dwóch części ‘Sag’s besser’, ‘Oberstufensbuch’, ‘Grammatik fuer Fortgeschrittene’ i zadręczania znajomych Niemców swoją osobą i swoimi wypracowaniami :). Plan certyfikatu: najpóźniej pierwsza połowa przyszłego roku, najlepiej: przed końcem lutego.


3.       Język rosyjski

Jestem względnie na bieżąco z ‘Kommiersantem’ i z serialami w tym języku, mam pocztę e-mail i FB po rosyjsku, ale jak dotąd przeczytałam w nim tylko jedną książkę. Plan, oprócz przerobienia genialnej książki ‘Russkij jazyk siewodnia’ (którą notabene kiedyś przerobiłam... Tylko na zdecydowanie za długo przerwałam później naukę) – uwaga! Książka, choć naprawdę świetna, jest bez płyty –  zakłada zwiększenie ilości czasu na czytanie oraz ustalenie ze znajomą Rosjanką godziny tandemu rosyjsko-niemieckiego, który będzie się odbywał raz w tygodniu.  Inny plan to taki, że w chwili, gdy dojdę z rosyjskiego do poziomu C1, dorzucę do tej listy kolejny język.


4.       Język francuski

Do tego języka podchodziłam wielokrotnie, zawsze zaczynając od początku. Do niedawna miałam wrażenie, że jestem osobą o najlepszych podstawach tego języka na świecie (z każdym kolejnym razem coraz bardziej mnie te podstawy nudziły, ale wychodziłam z – jak teraz sądzę – błędnego założenia, że trzeba zawsze zaczynać od początku, jeśli się wszystkiego nie pamięta), ale osobą, która nie przekroczy nigdy poziomu A2/B1. Teraz, w ramach tandemu niemiecko-francuskiego, będę się spotykać z inną koleżanką raz w tygodniu i na moją prośbę przerabiać ‘Vite et bien 2’. Poza tym będę słuchać francuskich piosenek, i czytać sobie, już po polsku, ‘Dzieje kultury francuskiej’.


5.       Język arabski

Zawsze chciałam się uczyć jakiegoś ‘egzotycznego’ języka, języka o innym alfabecie i języka, który nie przypominałby żadnego europejskiego. Niesamowicie podoba mi się japoński, korcą chińskie znaczki, kuszą koreański czy hindi... Chciałoby się, chciało, ale stwierdziłam, że wybiorę arabski. Bo alfabet jest możliwy do nauczenia się (choć niekoniecznie do względnie przypominającego poprawne wymówienia ;)), bo język jest podobno logiczny i podobno po wielu latach będę w stanie coś nawet przeczytać. To szybciej niż z chińskim (z którym może by coś wyszło po bardzo wielu latach), bardziej przydatnie niż z koreańskim (bo wakacje prędzej – bo łatwiej – spędzę w Egipcie niż w Korei, choć chętnie odwiedziłabym i Koreę), ładniej brzmi moim zdaniem niż hindi; w dodatku znalazłam parę ciekawych książek o kulturze arabskiej i interesującą stronę Arabia.pl. Jeżeli po jakimś czasie regularnego acz nieprzesadnie częstego zaglądania w samouczek stwierdzę, że się wciągnęłam i mam prawdziwą motywację (a nie tylko taką ‘bo chcę’ i że chciałabym rozumieć telewizję Al Jazeera, a w dodatku te znaczki są taaaakie ładne), przyśpieszę naukę. Jeśli nie – na pewno nie uznam tego czasu za stracony, za to na miejscu piątym znajdzie się inny język.


Turecki, szwedzki,hiszpański, hebrajski i czeski na razie odrzuciłam. Postaram się wytrwać i za jakiś czas podzielić się tym, ile założeń spełniam, ile nadspełniam, a ile okazało się zupełnie nietrafionych. I oczywiście, czy udało mi się wytrwać bez samouczka ‘Portugalski w miesiąc’. :)

niedziela, 1 kwietnia 2012

Matura z języka angielskiego z wyd. Edgard

Jakiś czas temu wydawnictwo Edgard postanowiło wysłać mi do oceny materiały przygotowujące do matury z języka angielskiego. Wprawdzie maturę zdawałam już dobrych kilka lat temu, ale materiały obejrzałam z przyjemnością i z równą przyjemnością mogę stwierdzić, że mi się podobają. 

Ale do rzeczy:


1.  Fiszki „Kierunek Matura”

Początkowo wizualnie mnie zawiodły. W przeciwieństwie do zwykłych fiszek (lub też fiszek innego rodzaju wydawnictwa Edgard) nie zawierają standardowego układu słówko + przykład na jednej stronie z tłumaczeniem na drugiej. Są one skonstruowane w taki sposób, że poza słówkami badają naszą znajomość gramatyki, uczą synonimów i utrwalają poprawne formy zdania. Jak wygląda taka fiszka w praktyce? Oto i przykładowy obrazek:


Tak więc początkowo wydawało mi się, że fiszka tego rodzaju jest słabo czytelna, bo przesycona natłokiem informacji. Ale nic bardziej mylnego! Kiedy moje oczy przyzwyczaiły się do  nowatorskiego układu, zrozumiałam, że z taką fiszką można wszystko powtórzyć/nauczyć się szybciej i więcej niż ze zwykłą, co – w chwili, gdy do matury zostało już naprawdę niewiele czasu – wydaje się naprawdę ważne.  

Fiszki te, mogę więc wszystkim serdecznie polecić, zwracając uwagę jeszcze na kilka rzeczy:

- w opakowaniu jest ich aż 1000 – nie trzeba się jednak przerażać ich liczbą, ponieważ zabawa z nimi jest bardzo przyjemna, słówka też wchodzą do głowy bardzo łatwo; fiszki w dodatku są podzielone tematycznie, co tym łatwiej przygotowuje do wypowiedzi ustnej lub wypracowania na określony temat;

- nie można podchodzić do nich bezkrytycznie – pamiętajmy, że wymienione na nich synonimy są tylko synonimami, czyli wyrazami bliskoznacznymi, co oznacza, że każdy z tych wyrazów niesie podobne, ale niedokładnie to samo znaczenie. Te inne znaczenia trzeba sprawdzać samodzielnie w słowniku;

- jeżeli chcemy przy pomocy fiszki tłumaczyć zdanie z polskiego na angielski, to musimy się przygotować na ciągłe zasłanianie górnej części fiszki, w której znajduje się to samo zdanie po angielsku;

- dodatkowe informacje od wydawnictwa znajdziemy na stronie: http://www.jezykiobce.pl/angielski-fiszki-kierunek-matura,871.html.


2. Podręcznik „Angielski Kierunek Matura: Zestawy, zadania, wskazówki”

Książki te dostępna są na dwóch poziomach: podstawowym (http://www.jezykiobce.pl/angielski-kierunek-matura-zestawy-zadania-wskazowki-poziom-podstawowy-nowa-edycja,868.html) i rozszerzonym (http://www.jezykiobce.pl/angielski-kierunek-matura-zestawy-zadania-wskazowki-poziom-rozszerzony,695.html). Są to dość standardowe podręczniki zawierające przykładowe zadania maturalne, wyróżniające się jednak naprawdę przydatnymi wskazówkami, jak do zadań podejść i jak ułatwić sobie ich rozwiązywanie.

Po pierwsze, w książkach tych dokładnie opisano, jak wygląda matura z języka angielskiego, jakiego typu mamy tam zadania, i co ważne – jaki jest jej zakres tematyczny i gramatyczny oraz w jaki sposób są oceniane wykonywane przez nas zadania – zarówno ustne, pisemne, jak i wykonywane ze słuchu.  Takie podejście pozwala nam odróżnić rzeczy ważniejsze od mniej istotnych, czyli lepiej punktowane od mniej punktowanych. Zrozumiemy też, o czym nie możemy zapomnieć w trakcie egzaminu – tj. na czym łatwo stracić punkty tylko przez nieuwagę.

Po drugie, szczegółowo omawia się tu możliwe formy pisemne – podano tu przykłady i zwrócono uwagę, o czym należy pamiętać podczas pisania wypracowania. Przykłady prawidłowych odpowiedzi znajdziemy również przy części ustnej – sama pamiętam, że to coś, czego najbardziej mi brakowało przed moją własną maturą, dlatego tym bardziej polecam zagłębienie się w tę część książki.

Po trzecie, warto zwrócić uwagę na klucz znajdujący się na końcu książki – podaje on nie tylko poprawne odpowiedzi do zadań, ale i często tłumaczy, dlaczego dane odpowiedzi są poprawne.

Fajne jest również to, że możemy ocenić swoje postępy przed i po przerobieniu książki – mamy w niej do dyspozycji zarówno test wprowadzający, jak i końcowe arkusze maturalne.


Podsumowując: serdecznie polecam! :)



UWAGA: Opisywane przeze mnie materiały służą zarówno do samej nauki, jak i do powtórek. Jeśli chcemy jednak dobrze zdać maturę, musimy je oczywiście uzupełnić jeszcze o inne książki – ale o tym raczej wszyscy wiecie:).

niedziela, 10 lipca 2011

Strony internetowe do nauki języków cz. I

Jakiś czas temu zostałam poproszona o podzielenie się adresami przydatnych stron do nauki języków. Każdy z nas zna ich dość sporo, i pewnie jak ja ma całą ich kolekcję, więc gdybym czegoś ważnego nie ujęła, proszę o uzupełnienie w komentarzu:).

Moim zdaniem najbardziej przydatną stroną jest http://uz-translations.net/. Zawiera ona olbrzymią liczbę książek, podręczników, programów i materiałów do słuchania, które można ściągnąć i obejrzeć przed zakupem.

Warto zajrzeć również na stronę: http://ksi.uw.edu.pl/materialy/linki.html, gdzie znajdziemy pełen zestaw linków na temat władzy, społeczeństwa, kultury i prasy Rosji, Ukrainy i Białorusi.

Resztę wybranych linków przekopiuję prosto z moich "bookmarksów":), warto przejrzeć je wszystkie, aby znaleźć coś dla siebie:


Angielski

http://www.ang.pl/
http://www.englishtips.org/ 
http://www.isel.edu.pl/blog/index.php
http://www.britishcouncil.org/poland
http://www.flo-joe.co.uk/cae/students/tests/
http://www.englishspeaker.com/
http://www.parapal-online.co.uk/
http://www.examenglish.com/
http://www.esl-lounge.com/
http://www.nytimes.com/
http://www.bbc.com/ 


Francuski

http://www.francuski.ang.pl/
http://www.u-picardie.fr/CRL/minimes/francais.htm
http://www.ortholud.com/
http://phonetique.free.fr/alpha.htm
http://www.peinturefle.ovh.org/
http://www.europe1.fr/
http://www.bbc.co.uk/languages/french/
http://www.chantefrance.com/
http://www.rfi.fr/
http://www.polarfle.com/index.html
http://www.lsfrench.com/beginners2.html
http://www.leconjugueur.com/
http://www.rfi.fr/lffr/statiques/accueil_apprendre.asp
http://www.bonjourdefrance.com/index/indexapp.htm
http://www.lehman.cuny.edu/ile.en.ile/


Hiszpański

http://www.studyspanish.com/freesite.htm 
http://jezykhiszpanski.w.interia.pl/
http://www.hiszpanski.ang.pl/
http://www.terra.es/
http://faculty.marianopolis.edu/spanish/SpanishII/index.html
http://www.ept.pl/
http://www.escolar.com/
http://www.hispavista.com/
http://www.uiowa.edu/~acadtech/phonetics/#


Słowniki:

http://www.translate.pl/odp.php4?direction=&word=diver
http://www.thefreedictionary.com/
http://www.pons.eu/
http://ling.pl/
http://portalwiedzy.onet.pl/tlumacz.html
http://slowniki.tejo.pl/index.php?a=list&d=6&t=dict&w1=A&w2=AN

http://www.ixl.ru/ 
http://www.le-dictionnaire.com/
http://www.slovnyk.org/cgi-bin/dic.cgi?if=pl-PL
http://www.linternaute.com/dictionnaire/fr/
http://pl.wiktionary.org/wiki/Wikisłownik:Strona_główna
http://www.june29.com/IDP/IDPsearch.html
http://www.ectaco.co.uk/English-German-Dictionary/
http://www.lingvosoft.com/English-German-Dictionary/

Ciąg dalszy nastąpi* :)

* w zakresie kilku innych języków oraz portali do nauki wielu języków.

środa, 18 maja 2011

Od FCE do CAE w miesiąc, czyli moja przygoda z angielskim

Angielskiego nigdy nie lubiłam. Zmuszano mnie do nauki tego języka, bo przecież przyszłościowy i każdy go powinien znać. Ja jednak zapierałam się rękami i nogami, i za nic nie chciałam się go uczyć, rozwieszając w pokoju jedynie plakaty z wymyślanymi przez siebie hasłami typu "Koniec z angielskim - koniec zmartwień!" czy "Precz z angielskim na naszej polskiej ziemi!". W końcu usłyszałam, że jeśli zdam FCE, to nikt już nie będzie mi kazał uczyć się angielskiego. Zdałam, na B. Było to pod koniec pierwszej klasy liceum.

Potem nie chciałam mieć już nic wspólnego z angielskim. Szkolne zajęcia oscylowały wokół poziomu A2 - B1, więc nie przykładając się bez problemu doszłam do matury, którą też zdałam niezgorzej. Na pierwszym roku studiów w ramach lektoratów poszłam na francuski, zarzekając się, że już nigdy nie tknę angielskiego. Wtedy jednak zostałam wolonatriuszką w jednej z fundacji, która promuje wartości europejskie.

Tam poznałam obcokrajowców. Wielu, i mogłam się z nimi porozumieć jedynie po angielsku. W trakcie różnych projektów fundacji znajomość angielskiego okazywała się zresztą niezbędna, wszyscy zaś władali nim lepiej niż ja. Zaczęłam czytać fora internetowe, poznawałam metody szybkiej nauki języków, w końcu trafiłam też na wątki mówiące o tym, ile trzeba spędzić czasu nad językiem, by z FCE przejść do CAE. Odpowiedzi były bardzo różne, niemniej ja, faktycznie wówczas wierząc, że wszystko jest możliwe, stwierdziłam, że nauczę się w pół roku i zdam. Do pomysłu namówiłam koleżankę, i tak, wszystkie zaoszczędzone przez nas na pierwszym roku pieniądze wpakowałyśmy w grudniowy CAE.

Niemniej wcale nie chciało nam się uczyć. Co innego czytać fora, a co innego faktycznie zabrać się za naukę. Zatem dopiero pod koniec października, kiedy zrozumiałam, że moje życiowe oszczędności przepadną przez moje lenistwo, zaczęłam się uczyć angielskiego. Poczułam nagle tak straszną desperację, że zaczęłam chodzić tylko na obowiązkowe zajęcia na uczelni, wykorzystywałam przy tym wszystkie możliwe nieobecności, nie znalazłam też już czasu na fundację. Uczyłam się niemal bez przerwy, późno chodziłam spać, wcześnie wstawałam, przestałam mieć życie osobiste, i wiecznie siedziałam z książką w fotelu w kuchni wynajętego ze znajomymi mieszkania.

Po tym wyczerpującym miesiącu zdawałam CAE, potem zaś przespałam całe święta. Przekonana o swojej głupocie, nie od razu otworzyłam kopertę z wynikiem, nie chcąc zobaczyć na niej D czy E. Kiedy jakiś czas później zobaczyłam C, zamiast cieszyć się, że jakkolwiek marnie, to jednak zdałam, wyciągnęłam kilka wniosków.

W kwestii nauki języków:
-kiedy tak siedziałam i desperacko uczyłam się, zobaczyłam, że... nauka angielskiego jest przyjemna. To nie było coś, do czego ktokolwiek mnie zmuszał, ale coś, co sobie sama narzuciłam. Tak też zaczęłam swoją przygodę z nauką języków dla przyjemności.
- nie można "mierzyć sił na zamiary", nie można przesadzać z ambicją i nie można nakładać na siebie zbyt dużych obowiązków. Naukę w takim tempie odchorowałam później, przez nią zaniedbałam wszystko inne, i w tamtym semestrze stałam się przysłowiowym studentem, który uczy się do egzaminów na dzień przed.
- doskonałe rezultaty daje całkowite skupienie się na tym, co się robi, takie pełne odizolowanie się od świata zewnętrznego. Po jakimś czasie w trakcie nauki istniały dla mnie tylko teksty w języku angielskim, tylko słowa, tylko konstrukcje. Osoba wchodząca do kuchni nie zawsze była przeze mnie zauważana.

- po CAE mogłam dopiero po ponad dwóch miesiącach wrócić do angielskiego. I dopiero wtedy, po takiej przerwie, jaka zwykle jest odradzana w nauce języków, poczułam, że moja znajomość angielskiego jest lepsza niż przed rozpoczęciem nauki. Wartość dłuższej przerwy zauważyłam później jeszcze kilka razy (choć oczywiście nie można przesadzać z jej długością), w szczególności przy nauce niemieckiego, o czym pewnie wkrótce napiszę.

W kwestii samego egzaminu:
- trzeba się przygotowywać do niego pod kątem zadań. Znajomość języka nie wystarczy - mając np. słuchanie, nie wystarczy zrozumieć tekst - trzeba umieć też jednocześnie bardzo szybko przeczytać tekst (a właściwie: wyłowić odpowiednie słowa), który ma się przed sobą. Na niewiele się zda znajomość ładnych struktur, jeśli napisze się wypracowanie w innej formie niż o to proszą. Egzamin ten, oprócz samej znajomości języka, sprawdza umiejętność radzenia sobie z określonym typem zadań.
- jest przydatny. Zapisałam się na niego, by mieć motywację do nauki, jednak później, kiedy mój angielski stał się faktycznie lepszy, wykorzystałam go kilkukrotnie.