Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Edgard. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Edgard. Pokaż wszystkie posty

sobota, 16 czerwca 2012

Seria „Nie gryzie” wyd. Edgard i zapowiedź konkursu


Wielu z nas wkrótce wyjedzie na długo wyczekiwane wakacje, wielu z nas też postara się przed wyjazdem nauczyć przynajmniej podstaw języka kraju, do którego wyjeżdża. Naprzeciw takim potrzebom wychodzi wydawnictwo Edgard wraz ze swoją serią „Nie gryzie”, która zawiera takie języki jak: angielski, chiński, duński, japoński,  niderlandzki, norweski, portugalski, turecki, ukraiński, włoski oraz polski dla obcokrajowców.

Ostatnio od wydawnictwa dostałam do oceny książkę „Turecki nie gryzie”. Z językiem tureckim nie miałam nigdy wcześniej do czynienia, więc nie jestem w stanie ocenić, na ile poprawny jest turecki w niej użyty (wciąż mam w pamięci wpis Aithne o języku japońskim), wiem natomiast, co sądzę o samej książce:


Zalety:

1.       Od razu po jej otwarciu rzuca się w oczy bardzo ładna szata graficzna i przejrzystość.
2.       Poziom trudności jest powoli stopniowany, wszystko jest tu ładnie roztłumaczone (choć podejrzewam, że i ułatwione, jak to zwykle na poziomie początkującym).
3.       Dostajemy w niej sporo informacji o kulturze i zwyczajach tureckich oraz użyciu poszczególnych słów w odpowiednim kontekście (dowiemy się na przykład, co się dzieje podczas Kurban Bayrami, dlaczego na tureckiej prowincji spotkamy żandarmerię wojskową oraz jakie słowo uchroni nas przed urokiem).
4.       Zawiera płytę z nagraniami lektorów.
5.       Przyjemnie się z niej uczy i bardzo chętnie się do niej sięga, zachęca do kontynuacji nauki języka.

Wady:

1.       Po jej przerobieniu będziemy mieć tylko bardzo ogólne pojęcie o języku tureckim, poznamy podstawowe zwroty i wyrażenia oraz podstawową gramatykę. Nie jest to jednak (moim zdaniem) nawet pełny poziom A1, to jest raczej próba wgryzienia się w język i kulturę, ich posmakowania i ocenienia, czy warto inwestować swój czas w dalszą naukę. 
2.       Z tego co wiem, wydawnictwo nie oferuje kontynuacji książki na wyższych poziomach – po ukończeniu tej książki trzeba szukać nowych materiałów do nauki języka.


Innymi słowy: zachęcam do obejrzenia książki z wybranym przez siebie językiem w księgarni.  Myślę, że może ona stanowić dobry wstęp do dalszej nauki języka. 

Tak swoją drogą, gdyby ktoś znał jakieś fajne materiały do nauki tureckiego, niechaj się nimi ze mną podzieli. Chyba mam ochotę na kontynuację nauki :)

Wkrótce ogłoszę również na swoim blogu konkurs, w którym do wygrania będą dwa egzemplarze książki „Turecki nie gryzie”, dostarczę więc Wam okazji, byście mogli książkę ocenić samodzielnie.

A oto link do recenzji Pauli: http://yosoymorena.blogspot.com/2012/06/hiszpanski-i-portugalski-nie-gryza.html :)

niedziela, 1 kwietnia 2012

Matura z języka angielskiego z wyd. Edgard

Jakiś czas temu wydawnictwo Edgard postanowiło wysłać mi do oceny materiały przygotowujące do matury z języka angielskiego. Wprawdzie maturę zdawałam już dobrych kilka lat temu, ale materiały obejrzałam z przyjemnością i z równą przyjemnością mogę stwierdzić, że mi się podobają. 

Ale do rzeczy:


1.  Fiszki „Kierunek Matura”

Początkowo wizualnie mnie zawiodły. W przeciwieństwie do zwykłych fiszek (lub też fiszek innego rodzaju wydawnictwa Edgard) nie zawierają standardowego układu słówko + przykład na jednej stronie z tłumaczeniem na drugiej. Są one skonstruowane w taki sposób, że poza słówkami badają naszą znajomość gramatyki, uczą synonimów i utrwalają poprawne formy zdania. Jak wygląda taka fiszka w praktyce? Oto i przykładowy obrazek:


Tak więc początkowo wydawało mi się, że fiszka tego rodzaju jest słabo czytelna, bo przesycona natłokiem informacji. Ale nic bardziej mylnego! Kiedy moje oczy przyzwyczaiły się do  nowatorskiego układu, zrozumiałam, że z taką fiszką można wszystko powtórzyć/nauczyć się szybciej i więcej niż ze zwykłą, co – w chwili, gdy do matury zostało już naprawdę niewiele czasu – wydaje się naprawdę ważne.  

Fiszki te, mogę więc wszystkim serdecznie polecić, zwracając uwagę jeszcze na kilka rzeczy:

- w opakowaniu jest ich aż 1000 – nie trzeba się jednak przerażać ich liczbą, ponieważ zabawa z nimi jest bardzo przyjemna, słówka też wchodzą do głowy bardzo łatwo; fiszki w dodatku są podzielone tematycznie, co tym łatwiej przygotowuje do wypowiedzi ustnej lub wypracowania na określony temat;

- nie można podchodzić do nich bezkrytycznie – pamiętajmy, że wymienione na nich synonimy są tylko synonimami, czyli wyrazami bliskoznacznymi, co oznacza, że każdy z tych wyrazów niesie podobne, ale niedokładnie to samo znaczenie. Te inne znaczenia trzeba sprawdzać samodzielnie w słowniku;

- jeżeli chcemy przy pomocy fiszki tłumaczyć zdanie z polskiego na angielski, to musimy się przygotować na ciągłe zasłanianie górnej części fiszki, w której znajduje się to samo zdanie po angielsku;

- dodatkowe informacje od wydawnictwa znajdziemy na stronie: http://www.jezykiobce.pl/angielski-fiszki-kierunek-matura,871.html.


2. Podręcznik „Angielski Kierunek Matura: Zestawy, zadania, wskazówki”

Książki te dostępna są na dwóch poziomach: podstawowym (http://www.jezykiobce.pl/angielski-kierunek-matura-zestawy-zadania-wskazowki-poziom-podstawowy-nowa-edycja,868.html) i rozszerzonym (http://www.jezykiobce.pl/angielski-kierunek-matura-zestawy-zadania-wskazowki-poziom-rozszerzony,695.html). Są to dość standardowe podręczniki zawierające przykładowe zadania maturalne, wyróżniające się jednak naprawdę przydatnymi wskazówkami, jak do zadań podejść i jak ułatwić sobie ich rozwiązywanie.

Po pierwsze, w książkach tych dokładnie opisano, jak wygląda matura z języka angielskiego, jakiego typu mamy tam zadania, i co ważne – jaki jest jej zakres tematyczny i gramatyczny oraz w jaki sposób są oceniane wykonywane przez nas zadania – zarówno ustne, pisemne, jak i wykonywane ze słuchu.  Takie podejście pozwala nam odróżnić rzeczy ważniejsze od mniej istotnych, czyli lepiej punktowane od mniej punktowanych. Zrozumiemy też, o czym nie możemy zapomnieć w trakcie egzaminu – tj. na czym łatwo stracić punkty tylko przez nieuwagę.

Po drugie, szczegółowo omawia się tu możliwe formy pisemne – podano tu przykłady i zwrócono uwagę, o czym należy pamiętać podczas pisania wypracowania. Przykłady prawidłowych odpowiedzi znajdziemy również przy części ustnej – sama pamiętam, że to coś, czego najbardziej mi brakowało przed moją własną maturą, dlatego tym bardziej polecam zagłębienie się w tę część książki.

Po trzecie, warto zwrócić uwagę na klucz znajdujący się na końcu książki – podaje on nie tylko poprawne odpowiedzi do zadań, ale i często tłumaczy, dlaczego dane odpowiedzi są poprawne.

Fajne jest również to, że możemy ocenić swoje postępy przed i po przerobieniu książki – mamy w niej do dyspozycji zarówno test wprowadzający, jak i końcowe arkusze maturalne.


Podsumowując: serdecznie polecam! :)



UWAGA: Opisywane przeze mnie materiały służą zarówno do samej nauki, jak i do powtórek. Jeśli chcemy jednak dobrze zdać maturę, musimy je oczywiście uzupełnić jeszcze o inne książki – ale o tym raczej wszyscy wiecie:).

środa, 1 lutego 2012

Jak szybko opanować język obcy?

Każdy z nasz szuka idealnej metody do nauki języków, każdy z nas chciałby, aby nauka ta przychodziła nam możliwie najłatwiej, najszybciej i najmniej boleśnie, nawet jeśli wielu z nas lubi ten swoisty wysiłek intelektualny wkładany w rozwikływanie zagadek gramatycznych czy łączenie literek nowego alfabetu. O tym, że nie ma uniwersalnej i zawsze sprawdzającej się metody oraz że najważniejsza jest po prostu nasza własna praca pisało już wiele osób (jakiś czas temu np. Karol, z którego postem całkowicie się zgadzam), zatem nie będę tu powielać ich wypowiedzi, a jedynie zrecenzuję utrzymaną w tej tematyce książkę „Jak szybko opanować język obcy?” Anny Szyszkowskiej-Butryn, która ukazała się ostatnio w księgarniach.

O zrecenzowanie tej książki poprosiło mnie wydawnictwo Edgard. Zaciekawiona i oczywiście niesamowicie ucieszona takim e-mailem zgodziłam się, stawiając jednak pewien warunek: moja recenzja będzie obiektywna (czyli niekoniecznie pozytywna), ponieważ bloga prowadzę przede wszystkim dla siebie i dla wszystkich odwiedzających, i od jakichkolwiek korzyści materialnych ważniejsza jest dla mnie wiarygodność. Wydawnictwo postanowiło zaryzykować (czym zyskało sobie mój szacunek), a ja po kilku dniach otrzymałam wspomnianą książkę i pakiet 600 fiszek do nauki phrasal verbs.

W książce tej autorka wychodzi z założenia, że każdy z nas przyswaja informacje w odmienny sposób: wzrokowo, słuchowo, dotykowo lub poprzez ruch. W każdym z nas ponadto przeważa inny rodzaj inteligencji, który sprawia, że efektywność naszej nauki języków jest zależna od obranej metody – innymi słowy: są takie metody, które pasują do nas bardziej, i są takie, które pasują do nas mniej. I w tej właśnie książce pokuszono się o stwierdzenie, które metody do kogo pasują (każda metoda jest opatrzona znaczkiem, który sugeruje, do kogo jest ona skierowana) i dodatkowo jakie umiejętności kształtują.

Przedstawiono tu naprawdę dużo technik nauki języków – od wszystkim znanych mnemotechnik (map myśli, czy takich w stylu: chcesz się nauczyć, że słówko „ribbon” oznacza wstążkę? Wyobraź sobie dużą rybę siedzącą na książce, i myśl, że ta ryba to ribbon! *), przez wszystkim znane gry i zabawy językowe (ułóż krzyżówkę, śmieszną historyjkę z nowo poznanymi słówkami, stwórz domino czy węża literowego), próby podejścia psychologicznego (przykładowo: nie znasz słowa „lampshade”? pomyśl, co to może znaczyć, a potem porównaj to znaczenie z jego prawdziwym, i zastanów się, co to może powiedzieć o Twojej osobowości*), zalecenie zakreślania słów i parafrazowania cytatów, aż po, moim zdaniem, naprawdę fajne techniki (dzięki tej książce przypomniałam sobie, jak kiedyś pisałam swój pamiętnik – wówczas łamaną – angielszczyzną, aby moi Rodzice nie mogli nic z tego zrozumieć, albo też jak nagrywałam swój głos, aby móc sprawdzić swoje błędy i akcent).

Książka ta stanowi więc naprawdę duży zbiór rozmaitych technik nauki, do których trzeba jednak – jak zresztą do wszystkiego – mieć duży dystans. Na pewno motywuje (a wszystkie ćwiczenia są ukierunkowane na miłe spędzenie czasu przy nauce, więc na pewno nie zniechęcają), na pewno więc też stanowi duży zbiór zabaw, dzięki którym można przyjemnie spędzić czas (jeśli oczywiście ktoś lubi spędzać czas z językami) lub urozmaicić prowadzone przez siebie korepetycje/zajęcia językowe. Niektóre proponowane czynności są oczywiste,  niektóre nowatorskie, ale niemal wszystkie – bardzo czasochłonne. Wiadomo, że nauka języka musi zajmować czas. Ale czy warto spędzać godziny na układaniu historyjek ze słówek, których można byłoby się po prostu nauczyć, kilkukrotnie powtarzając czytankę? Jeżeli są to słówka, które w żaden inny sposób nie chcą nam wejść do głowy – to tak, warto poświęcić czas na wymyślenie absurdalnej historii o arbuzie, który zjadł tratwę, przez co nabawił się hiperwitaminozy i zaczął mówić po hebrajsku*. W innym wypadku sama nie widzę sensu w zbyt dużym angażowaniu się w rzeczy, które tak naprawdę tego nie wymagają. Istnieją tu jednak również ćwiczenia, które można nieinwazyjnie wpleść w swoje życie, i właśnie te mi się najbardziej podobają – na przykład wspomniane już uzupełnianie terminarza w obcym języku czy naklejanie karteczek z napisami na odpowiadające im przedmioty. 

Książka ma całkiem sporo wad. Autorka czasami sili się na styl naukowy, czasami pisze niemal potocznie. Cytuje osoby, które ponoć zastosowały zalecane przez nią metody,  ale cytaty te wydają się dość nierzeczywiste, są raczej krótkimi listami pochwalnymi opisywanych technik. W książce brakuje mi obiektywności i sceptycyzmu, a przykłady poliglotów, którzy potrafili nauczyć się języka podczas lotu samolotem, po prostu irytują. Czasami ma się wrażenie, że niektóre metody są wymyślane na siłę; czasami brakuje jakości nawet w mnemotechnikach, nie ma również konsekwencji w przykładach zastosowań określonej metody w różnych językach. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to takie swoiste kompendium sposobów nauki języków obcych, na które warto zwrócić uwagę podczas najbliższego pobytu w księgarni, obejrzeć, i ocenić samodzielnie.

*przykład mój własny


Tymczasem fiszki niesamowicie mi się spodobały. Kiedyś robiłam podobne samodzielnie, ale jakoś nie chciało mi się z nich korzystać. Tych używam, ponieważ podobają mi się graficznie, są nieco sztywniejsze niż moje własne, a w dodatku są podzielone tematycznie i zawierają przykłady zdań z użyciem zapamiętanych słówek. Jest ich dużo, a wszystkie mieszczą się w ładnym, małym opakowaniu. Jeśli ktoś chciałby spróbować nauki z fiszkami, a nie ma ochoty robić własnych, tudzież jego własne mu się nie podobają – serdecznie polecam.



Pół godziny po zamieszczeniu tego posta zauważyłam, że na blogu Aleksandry też jest post na temat tej książki, a także na temat innych książek o nauce języków obcych. Zachęcam do przeczytania jej wpisów, zwłaszcza, że większą wagę przywiązuje ona do aspektów technicznych niż ja, a samą wspominaną tu książkę ocenia o wiele bardziej pozytywnie.

Także Paulaaaa opisuje swoje - bardzo pozytywne - odczucia po kontakcie z tą książką - zapraszam więc i do niej na blogi:).